Czary mary, czary mary, idź odzyskać swoje dary

Posted maj 11, 2008 by
Categories: magia, powaga

Tags: , , , , , ,

Słońce jak w mordę strzelił, wiosna. Leżałam na trawie w parku o banalnej nazwie, rozkoszując się nicnierobieniem i przyjacielską bliskością. Wokół biegały dzieci w różowych ubrankach, a nagrzane pary przejawiały obsceniczną perwersyjność. (Też musieli widzieć te hordy małoletnich, ale pewnie woleli przymykać oczy na akcję – reakcję. Zresztą im słońce mocniej świeci, tym trudniej patrzeć w dal.)

Grzecznie sobie leżałam, myślałam o psychodramie, w której brałam udział dzień wcześniej. Myślałam o umiejętności relaksowania się i o spokoju, którego można się nauczyć. Na przykład wszyscy buddyści, z jakimi miałam do czynienia, aż tchnęli wewnętrznym spokojem. Tego mi standardowe wychowanie do powinności i odpowiedzialności nie dało.

Ale. W naszej kulturze też kryją się ogromne pokłady mądrości. Na przykład w baśniach, które przekazują podświadomie wiele dobrego - w odróżnieniu od bajek odpychających umoralniającym, jasno wyłożonym morałem. Książę lub księżniczka. Bo takie osoby mogą zrobić ze swoim życiem wiele rzeczy, mają wybór, swobodę. A gdy coś się dzieje – np. rodzice umierają – czas dorosnąć.
„Odwaga i moc budzi się, kiedy opuszczamy bezpieczne schronienie i wyruszamy w Nieznane”

Podróż inicjacyjna, no tak.

„Prawdziwa próba czeka nas w konfrontacji z demonami strachu, niewiary w siebie i nienawiści. To siedmiogłowe smoki strzegące bramy skarbca. Kiedy staniemy przed nimi twarzą w twarz, posiądziemy ich moc i otworzymy podwoje świętej tajemnicy. Dotrzemy do wiecznie odnawialnych źródeł‚ miłości, mądrości i mocy w nas samych. Naszym oczom ukaże się nasza medicine - unikalna moc uzdrawiania i tworzenia siebie i swojego świata.”

Myślałam o sztuce dorastania do tego wszystkiego. Człowiek dojrzały nie musi być odpowiedzialny, opanowany, zblazowany. Człowiek kompletny ma po prostu moc, którą przejął zabijając swoje demony. Trzeba do tego odwagi i konfrontacji z życiem.
Słońce grzało, zdjęłam buty.

W parku był też kwiat młodzieży, koło mnie przystanęły dwie panny w wieku, w którym zaczyna się samodzielnie myśleć. Kto ma uszy niechaj słucha, pomyślałam, bo interesują mnie ludzie i swoboda wypowiedzi. Park jest dla wszystkich.

Ale zmienił się, od przedwczoraj się zmienił. Dzisiaj ze cztery esemesy od niego dotałam. Ja widze jak ja siedzę z nim i ktoś wchodzi ja mam normalnie ochotę mu zakurwić, on… Wystarczy że wszedł wczoraj Łukasz z Kubą, może z pół godziny spaliśmy, dzwonek kurwa, ja mówię kurwa pojebało cię?! Ja śpię a ty mnie budzisz?! On jest fałszywy, w jeden dzień na legalu odprowadził Kamilę na przystanek i powiedział, że Kamila jest jakaś rozjebana, rzuca się czy coś, ona mi to powiedziała w dwa dni czy coś “on ma na ciebie wyjebane”, a on słodko kurwa sra, pierdoli o Kamili! Tak stał z telefonem, że nie patrzył co jest, a ja stałam i musiałam to widzieć, dostałby ode mnie chuj i to dostałby nie delikatnie tylko kurwa naprawdę, normalnie siedziałam na takiej kurwicy że no kurwa!

A wokół kwitły bzy. Na legalu. :)

Czynność bez

Posted maj 8, 2008 by
Categories: Uncategorized

Tags: , , ,

Zarobiłam kasę od prostytutek, opowiadając im wzruszające historie. Siedziałam z moim nowym szefem i śmiałam się. Spytał z czego się śmieję, na co ja szczerze - z tych ludzi, którzy przez cały tydzień poświęcają swoją energię, żeby ci sie podlizać, a potem w weekend imprezują potąd (ruchem ręki pokazałam poziom ponad głową), żeby jakoś odreagować. I mimo to uważają się za panów tego świata.

Ludzie bogaci są zwkle bardzo oszczędni. Nigdy nie będę bogata, nigdy nie będę.

Byłam w gabinecie wicewojewody. Wygodny fotel, telefon bezpośrednio do rządu. Już miałam dzwonić z oświadczeniem, że województwo lubleskie odłącza się od RP i przechodzi na czas zimowy, coby nie trzeba było tak wcześnie wstawać, ale ostatecznie zaniechałam.

Ja i tak nie wstaję wcześnie.

Zajmuję się wyciąganiem kota z bielizny, parzeniem kaw z cynamonami, łapaniem snów w sieci słów i czytaniem o morderstwach. Popołudniami w pocie czoła przymierzam godzinami sukienki w markowych sklepach, szukam też zmian zachodzących w moim mieście i czyszczę kanały. Zęby bolą, oj bolą ostatnio. Tego typu prace wymagają wysypiania się. Czasem się źle z tym czuję, może faktycznie dobrze by było łyknąć nieco mydlin. I wyjechać. Sialala.

Jezioro

Posted maj 7, 2008 by
Categories: magia, powaga

Tags: , , , , ,

Mór na zające. Nic innego, przecież kiedyś było ich pełno. Nie było dnia, żebyśmy nie widzieli zająca. Był zwyczaj wywieszania ich za uszy za okno w zimie, żeby skruszały. Normalnie w miastach, w blokach. Na Boże Narodzenie zawsze był zając, znajoma przesyłała go nam przez kierowcę pekaesu. Tylko trzeba było z nich śrut wyciągać, pamięta mama? Pamiętam jak tata wyciągał śrut i oprawiał zająca.
Zające za oknem, a prosiak w wannie. Tak było, ludzie hodowali prosiaki w wannach. Wiejska mentalność.

Wyjechałam na parę dni za miasto. To miejsce jest dla mnie ważne, może nawet najważniejsze. Spędzałam tu tylko  po kilkanaście dni w roku. To nie jest moje naturalne środowisko, ale babcia z dziadkiem stworzyli tu taką rodzinną enklawę. Rozsiałam tu na każdym kroku dziecięce radości i lęki, potem wzburzenia i pełne patosu przeżycia czasu dojrzewania. Plączą się tu wszędzie ścieżki moich poszukiwań. Sporo rzeczy zginęło, ale i tak nie sposób uniknąć tysięcy mocnych wspomnień. Patrzę i pamiętam, pamiętam!

Podłogi skrzypią, ptaki świergolą, komary bzyczą. Sufity zarośnięte są gęsto pajęczynami, ściany straszą nieotynkowaną nagością i drewnem pełnym szpar i dobrze zadomowionych robaków. Zasłony lepią się od kurzu. W przepokoju stoją wędki. Na górę wiodą bezczelnie strome schody - miejsce przełamywania strachu przed groźnym upadkiem. O dziwo wszystkie dzieci to przeżyły.

Dom był kiedyś ogromny i tajemniczy, teraz badam jego zawartość i rozkład pokoi z archeologiczną ciekawością. Na półkach stosy książek, w pięciu językach. Komiksy dla dzieci leżą na Tygodnikach Powszechnych, które z kolei leżą na pracach doktorskich i magisterskich pisanych pod kierunkiem dziadka. Babcia pali nimi w kominku.
Najbardziej zagraconym pomieszczeniem jest łazienka, która pełni jednocześnie rolę spiżarni i schowka na wszystko. Obok jajek i pomidorów stoją farby, zwoje kabli i trucizny na robaki i krety. Wojna z tymi ostatnimi toczy się od wielu lat - żadna ze stron nie chce zrezygnować z okupowania tego kawałka ziemi.
Totalny chaos.

Oczywiśnie to wszystko ma być tylko użyteczne. Może skrzypieć i nawarstwiać się mijającymi latami - byle fotele pozostały fotelami, a łóżka łóżkami.

Ale to tylko dom. Zaraz za nim - a właściwie w jakiś sposób poprzez niego - jest świat trawy, która wyrwana z ziemi pachnie, lecz nie boli. Jest ogród, za ogrodem las, za lasem pole, za polem łąka. Za łąką las, za lasem jezioro. Leśmianowska przestrzeń, po której chodzę, w której zalegam w bezmyśleniu i w której medytuję. O dwóch białych motylach, o szukaniu robaków na ryby. O budowaniu szałasu w wielkiej tajemnicy. O wszystkich odbytych tu ogniskach - tych pradawnych, kiedy jako dzieci skakaliśmy przez ogień (nie próbuj skakać nad ogniem! skacz przez ogień!) albo w czasie których byliśmy czarownicami i czarownikami, tak długo w wieczór aż dorośli nie zmusili nas do spania. Pamiętam też ogniska późniejsze, kiedy wpatrywałam się w ogień i przysłuchiwałam dyskusjom o tym, ile wymiarów ma wszechświat, albo na czym polega magyia, kiedy toczyły się sesje rpg prowadzone przez tego lub tamtego kuzyna. Naście lat, ależ ja się wtedy ekscytowałam byciem tam, chodzeniem nocą po lesie i rozmowami pomostowymi przy winie! Jakby nic nigdy nie miało już być równie ważne. Ot, durnie i chmurnie się to teraz jawi.

Czemu mój miś jest taki twardy, co on ma w środku? Ma trociny, kupiliśmy go dla twojego brata, ale on go nie chciał i ty go przygarnęłaś. Teraz już nie ma takich misiów, wszystkie są mięciutkie. A ja muszę zrobić lalkę, lekarz mi to zalecił. Kupić ci zestaw szpilek? Haha, bardzo śmieszne.

No a wracając do meritum. Jezioro. Moje jezioro. Okrągłe, głebokie, z każdej strony otoczone lasem i bagnami. Zamulone, i na szczęście mało popularne. Karpie, płotki, uklejki, sumy i paru utopionych wędkarzy. Ten widok dziwnie uspokaja. Jezioro w nocy, w deszczu, latem, zimą - obojętnie.

Dobrze się tu czujesz? Dobrze babciu, dobrze. Ułożyłaś sobie sprawy w Warszawie? Właściwie to średnio… Przecież możesz chodzić chociaż na wykłady. Wstydzę się innych studentów. No nie, nie masz powodu się wstydzić! Jak się ktoś będzie wtrącał, to zapytaj - dajesz jeść moim dzieciom? Skoro nie, to nie ich sprawa. Ja tak zawsze mówiłam. Każdy inaczej sobie układa, każdy ma do tego prawo. I możesz tu przyjeżdżać kiedy chcesz. Wiem i dziękuję babciu.

 

Idzie miłość po kwiatach - wadzi o twe ciało,

Zważaj, by ci przed czasem w słońcu nie zemdlało.

W mojej rosie, w moim znoju

Pod dostatkiem masz napoju

Dla wargi, przeciążonej purpurą dojrzałą.

Jak każda inna

Posted maj 2, 2008 by
Categories: Uncategorized

Tags: , , , , ,

Urodziłam się w sobotę, siedem dni życia za mną. Poród przebiegł bezproblemowo, urodziłam się zdrowa - tylko bardzo krucha i wymagająca troskliwej uwagi. Trochę mnie to wzruszyło, wzruszyło mnie moje pragnienie życia, wychodzenie z ciepłego i bezpiecznego miejsca do tego niebezpiecznego, ale ciekawszego i obiecującego miłość.

Jestem teraz nieco rozbrojona z systemu obronnego, jestem wrażliwsza. Szamanka mówi do grupy nowonarodzonych: jesteście wrażliwsi, nie podejmujcie w najbliższych dniach decyzji o ślubach, zerwaniach, nie bierzcie jescze dzisiaj narkotyków. Uważajcie na siebie i… do zobaczenia.

Pewne sprawy stają mi się dotkliwie drugie, niedotykalnie drogie. Mówię o tym na głos drzewu, ludziom. Mówię tak naprawdę do siebie to nie ma szans, dam sobie spokój.

Za dużo słów dziękuję w łóżku. Sama nie wiem, czy chcę, czy nie chcę wymazywać, zapominać. Patrzę jak, myślę po co, zasypiam kofeinowym niespokojem. Śnią mi się anioły i burza. Jeden z aniołów mówi mi gdzie mieszkasz, chodzę po mieście, szukam, rozcieram, rozwarstwiam uczucia. Gorąca dłoń na sercu, tętno wyczuwalne wargami. Nie ubieraj się jeszcze. Chcę czuć to jedyne w swoim rodzaju ciepło. Nie da się tego wymazać, ciało pamięta dotyk. Lepiej pamiętam dotykanie, niż bycie dotykaną. Krew krąży szybciej, gdy to ja się zbliżam. Dotykanie jest po prostu trudniejsze. Trudniej mi się przed tym bronić.

A jeszcze poprzedniej nocy pozwoliłam się porwać, przyszli po mnie przyjaciele, zabrali w toast za dobre, spontaniczne decyzje. Wyjdź z domu, wsiadaj do samochodu. Na niebie było pełno gwiazd, nie rozmawialiśmy o nich. Dobrze Was mieć. Spoko, będziemy. Nie martw się o mnie. Okej.

Okej, bo za dużo zajmuję się sprawami innych. Nie mój interes, moje nerwy. Wracam więc spokojnie do domu. Jest wilgotny, rześki ranek. Wymijam robale i ślimaki świętujące dzień flagi narodowej na chodniku. Słucham sobie o tym, że w domu będzie ogień a do domu proste drogi.

Nie biorę za was odpowiedzialności. Ale jestem.

Marzenie o rzęsie odbitej na powiece

Posted kwiecień 23, 2008 by
Categories: magia, powaga

Tags: , , , , , , ,

Sprowadzanie kawałków życia do sekwencji algorytmów zachowań, zaprogramowanych przez geny i wychowanie. Patrzenie na to co przeżywam w ten sposób? Co wybierać: udoskonalanie kierowania swoim losem poprzez naukę teorii i praktyki psychologii, czy świadome pakowanie się w ryzykowne, nierozsądne, potencjalne niezdrowe, wymagające poświęcenia, wywołujące łzy i - po prostu zachwycające - sytuacje? Jak łatwo się domyślić, ciągle spoziera na mnie mocniej ta druga opcja. Ale.

Jestem w tym miejscu nieco zagubiona. Czas nie zachowuje się normalnie. W jedną noc doświadczam siebie za całe tygodnie. Zdobywam wszystko, ale zdobywam nie tak jak chciałam. Co po chwili przestaje mieć znaczenie, zostaje zatarte przez konieczność zmierzenia się z sytuacją rodem z koszmarnego snu a’la pobudka około czwartej nad ranem na imprezie zainscenizowanej przez Warhola z dialogami Tarantino. Taka prowokacja, policzek, który bez ostrzeżenia łączy surrealizm chwili z wymaganiami bycia kimś wartym patrzenia sobie w oczy. Jak na to zareagować, co się mówi patrząc z bliska na ból? Mówię, bezwiednie powtarzam słowa z ukochanego filmu, mówię

- ale tu pięknie.

Musi tak być po wyjściu z podziemi, w których wampiry odgrywają role prawdziwych ludzi. Jest szósta rano, znalazłam tylne wyjście z Zezowatego Szczęścia. Jestem za duża, żeby nabrać się na stawianie pozorów bycia kimś więcej niż obleśnym wampirem, które to pozory doprawia się alkoholem. To jest inne środowisko, to nie wasze środowisko - słowa dowodzące, że w najgorszym koszmarze może znaleźć się człowiek rozumiejący sytuację i potrafiący wyprowadzić za rękę do wyjścia.

Nie muszę jeść obiadów, nie muszę być z silnym facetem. Muszę pozwalać sobie na spełnianie marzeń. Zaraz i natychmiast, a nie kiedyś tam, a więc nigdy. Bo dzięki temu teraz jest pięknie.
Znowu przesunęłam granicę niespełnienia dalej.

Chodzę po Warszawie, chaotycznie, bezcelowo błąkam się po Torwarze. W kawiarniach piszę listy i jem kawałki serników, patrzę na powiślańskie kaczki, odprowadzam przyjaciół na zajęcia i spotykam ich w drodze na fastfoodowy obiad. Synchronizuję z przyjaciółmi chęci i spaceruję po Filtrach robiąc zdjęcia przedwojennym domom i nieprzeciętnie estetycznie wyglądającym studentkom medycyny. To ostatnie w połączeniu z dywagacjami na temat konsekwencji moich wyborów. Aż się chce krzyczeć. And I guess that I just don’t know. And I guess that I just don’t know.

Po obejrzeniu sztuki o pułapce na samotnego mężczyznę wracam do domu. Skrzynka na listy pusta, skrzynka na mejle pusta. Lodówka pusta, nie mam nawet jak rozlać mleka, żeby sobie popłakać.

Śni mi się, że szukam dwudziestocentymetrowej, czarnej, drewnianej lufki do papierosów w warszawskich sklepach. Tracę siły.

Nie mam pieniędzy. Rozsypały mi się chęci. I domyślam się, że po prostu nie wiem.

Po prostu nie wiem.

Niewiadomy niepokój obudził mnie

Posted kwiecień 17, 2008 by
Categories: magia

Tags: , , , ,

centralniePociąg do Ciebie. Czuję pociąg, czuję pod palcami. Chwilę wcześniej wjechał na tor piąty peronu pierwszego, rozglądałam się za Tobą. Wysiadali ludzie: nie Ty, nie Ty, nie Ty, nie Ty, nie Ty, nie Ty. Przez moment tłok na ruchomych schodach, potem już tylko dwie, trzy osoby na peronie. Dotykam pociągu, dotykam póki jest w zasięgu ręki. To bez sensu. Nic nie ma senu. To wszystko. Chcę to teraz czuć, chcę czuć pociąg od Ciebie.

***

Are you really here or am I dreaming
I can’t tell dreams from truth
for it’s been so long since I have seen you
I can hardly remember your face anymore

When I get really lonely
and the distance causes our silence
I think of you smiling
with pride in your eyes a lover that sighs…

***

If You Want Me, Lyrics by Glen Hansard & Marketa Irglova

Drobne przyjemności

Posted kwiecień 15, 2008 by
Categories: powaga

Tags: , ,

Czytałam kiedyś artykuł dowodzący, że google wie o nas więcej niż mama, brat czy jakikolwiek przyjaciel. Poprzez pamięć naszych wieloletnich tras serfowania po sieci. Nie traktuję tego poważnie, bo coż, to tylko wycinek życia. Ale…

Czasem myślę, że warto mieć bloga dla samego czytania tych zestawień słów w statystykach, po których w przeglądarce pojawia się link do moich myśli, rzeczywiśni. Zdecydowania najczęściej trafiają tutaj ludzie, potrzebujący pomocy internetu w delikatnej materii jaką jest rozdziewiczanie z krwią. Pytają o rozdziewiczanie palcem kobiet, czy prawiczek moze rozdziewiczyć dziewicę, jak rozdziewiczyć faceta. Ostatnio padło nawet utrata prawiczka objawy i strona domowa rozdziewiczanie. Nie ma za co, szukajcie a znajdziecie. :)

W ogóle wychodzi na to, że ta moja pisanina przesiąknięta jest nieco wyszydzanym przeze mnie romantyzmem. Wiedzie do mnie dziewczyna pachnąca szczęściem, wyznawanie miłości przez piosenki, zaklęcia przywołujące miłość, jak sie prosi dziewczyne o chodzenie sms, kobieta i mężczyzna zapatrzeni w księ

Ale za słodko nie jest, trafiają się też ostrzejsze kawałki. Kwadrat meski striptiz, chłopcy bez skarpet, demona seksu wolanie, co robi twoja mama kiedy spisz (hmm…), chcesz lizać te piersi (chcę?),  czerwone oczy a choroby weneryczne i przemiłe oświadczyłam sie mojej dziewczynie.

Na koniec garść zbitek słownych od tak zwanej czapy, czyli problemy o których nie śniło się filozofkom: ubrania z puszek, co wiesz o krokusach, gra psychologiczna truskawkowe pole, jak wydobyć z siebie magię, dziura między rzęsami oka, gdzie można kupić meteory w poznaniu, przytulanie brzozy, pozdrowienia od koguta, curriculum vitae przykłady z jajkiem, okrzyki na dzien wiosny (owieczki), gleby strefy równikowej i magia bojowa w realu.

To trochę jak czytać czyjąś prywatną korespondencję. Korespondencję z samym sobą - całkiem wysoki stopień wnikania w intymność anonimowych ludzi. A może wcale nie? :)

ps. Pozdro dla wszystkich, dzięki za prawie dziesięć tysięcy wejść na stronę! (hmm, pójść na stronę znaczyło kiedyś co innego ;))

Inbetween

Posted kwiecień 14, 2008 by
Categories: Uncategorized

Tags: , , , ,

Zaparzam kawę według przepisu z utytułowanej książki Myśliwskiego. Kawa z wyższej puszki, podgrzane mleko. Warstwa cynamonu na powierzchni i słodycz miodu spływająca głęboko w dół kubka, udającego kształtem filiżankę. Kątem oka obserwuję Calvina polującego na pierwszą wiosenną muchę i zaczytanego prawnie brata. On pisze Pracę, ja notkę, za oknem kwitnie jabłonka. Calvin oblizuje sobie nos, żeby się uspokoić po nieudanym polowaniu. Udaję, że nic nie zauważyłam.

Spontaniczny powrót. Rozczarowania trzeba palić a nie balsamować. Więc wystawiam twarz do słońca, staram się zamknąć przeżyte uczucia w cenny, ale skończony epizod i iść dalej.

Vincent

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jestem obezwładniona myślami, rodzi się potrzeba bezczucia. Może jednak spędzanie życia na leżeniu w łóżku i pasożytowaniu to nie taka zła myśl? To nieludzkie, to kocie. Lovecats. Niezdrowe myśli. Niemyśli, duchy moich niespopielonych zwłok (nie płaczcie po mnie, bo jestem zadowolona). O, uwolnić się od tych zwłok mnie samego, na które odwracając się patrzę
tam, gdzie je rzuciłem,
Iść dalej (O, żyć zawsze!) 

Idę. Do lekarza. On pyta co jest dla mnie najważniejsze w życiu. Nic, nothing is real and nothing to hung about proszę ja pana. Niedbałe machnięcie ogonem. Żyj mocno, ulegaj kaprysom i impulsom, zbieraj doświadczenia. Mam dziewięć żyć proszę ja pana, nieśmiertelność ogromnie rozleniwia.

Mam sześć żyć, trzy stracone. Najpierw zginęła moja niewinność, potem moje złudzenie, że jestem w stanie ochronić najbliższych. Na końcu zabił mnie brak szacunku dla życia i codzienności. Potrójne combo bonus. Nie da się odzyskać straconych żyć, można tylko rytualnie je pożegnać, otrzepać się z popiołów. Szkoda, że tylu wrażliwych ludzi przegrywa tę walkę. Fajnie, że zanim to nastąpi, niektórzy robią w okopach pisu pisu albo brzdęk brzdęk. Inspirują do walki kolejnych.

Ash, ash—
You poke and stir.
Flesh, bone, there is nothing there—-
 
A cake of soap,
A wedding ring,
A gold filling.
 
Herr God, Herr Lucifer
Beware
Beware.
 
Out of the ash
I rise with my red hair
And I eat men like air.

Lat dwadzieścia

Posted kwiecień 12, 2008 by
Categories: postimprezizm

Tags: , , , ,

Obudziłem cię? Telefon. Kurde, wróciłam do domu przed czwartą. Impreza? No tak, dzisiaj będę już grzeczniejsza. O której tam idziemy? Do zobaczenia.

Łazienka, woda na twarz. Pranie, bo czysta została już tylko różowa bielizna. Net nie działa. Komp się zawiesił. Empecza nie chce się włączyć. Made in china, wiadomo. Imperialistyczne świnie łamiące prawa człowieka. I deszcz zaczął padać. Leżę, analizuję wczorajszy dzień i fakt, że mój tryb życia niektórych dziwi.

To, że czuję wielką potrzebę bycia z ludźmi. (Call me up before your dead, we can make some plans instead) To, że można jednego dnia spotkać się z kilkoma osobami, obejść całe Powązki i cmentarz ewangelicki (najpierw dookoła, potem wszystkie alejki w środku), okrążyć parę razy plac Wilsona, zwiedzić wszystkie wyglądające przyzwoicie puby w poszukiwaniu wolnego miejsca i wracać późną nocą autobusem wypełnionym podobnymi sobie ludźmi - z oczami przyćmionymi dymem, alkoholem i początkiem weekendu.

Średnio inspirujące. Chyba jednak.

Ostatnio znowu obudziłam się w ubraniu. Ostatnio znowu piłam piwo. Ostatnio znowu musiałam przygotować się na rozczarowanie, stłumić napędzające mnie do życia porywy serca. Pozostawiać niedomówienia, o które się teraz potykam. (do it for the living and do it for the dead do it for the monsters under your bed)

Jestem niedojrzała. Raczej na pewno.

Moja najlepsza Przyjaciółka kupiła sobie ogromnego, dojrzałego arbuza. Pytam po co jej aż tyle, bo chyba nie da rady tego zjeść. A ona mówi mi chcę go, bardzo lubię arbuzy, bardzo lubię Dużo. (life is a highway and I’m gonna ride it ) Bardzo podziwiam.

Obudziłem cię?
Nie tak nie wiem.

Boję się, boję snów
I wiosny i jej bzów!
Jak to było? Jak to było?
Że tak nam łatwo było żyć?
Jak to było? Nie, nie było!
Nie, wcale tak nie mogło być!

Zaurocz! Eee, nie.

Posted kwiecień 5, 2008 by
Categories: magia, powaga

Tags: , , , , , , , ,

Obracam w prawej dłoni zapalniczkę koloru krwi. Jest ładna, jest wyjątkowa. Wiąże mnie z tym, co teraz jest dla mnie najważniejsze. Z pracą nad nałogiem folgowania swoim potrzebom i impulsom. Z tą chwilą na moście kolejowym, pod torami, pod przejeżdżającymi pociągami, które kompletnie zagłuszały zbędne formy i niepotrzebne myśli. Z Twoją bawiącą się tą zapalniczką prawą dłonią, z Twoją kurtką tego samego koloru.

Z Tobą, zimową urodą.

A jednak nikt nie płakał. Udało się zapełnić tę przestrzeń abstrakcyjnymi rozmowami, mniej lub bardziej poważnymi słowami, kawą, szarlotką z lodami skropionymi perfumami, włoskimi pierożkami, spacerem i nawet rozbawieniem. Śmiałam się serdecznie z kobiety wykluwającej się boleśnie ze śmietnika (obcy wyłażący z człowieka może się dosłownie schować przy czymś takim!), która to kobieta mówi co myśli, a nie myśli o dzieciach. Za to podobno czytuje tego bloga. (Pozdrawiam serdecznie w tym miejscu, bo nie było właściwego czasu wymienić się numerami!)

I tyle było historii do opowiedzenia, które skutecznie zaklinały czas i odstraszały samotne milczenie! Historie o mleczakach zastępujących w czasach Twojego dzieciństwa śledzie. O Kancie, Schopenhauerze, buddyzmie, Syberii. O poetyce filmów Kieślowskiego, w których bym Cię widziała. I ostrzeniu. Paleniu, wstrzykiwaniu, chorowaniu, umieraniu.

Kochaniu. Dotykaniu, całowaniu, przytulaniu, oddychaniu.

No dobrze, masz rację. Te ostatnie opowiadałam sobie sama na głos, czule, patrząc na Twój sen. Nie wszystkie kończyły się dobrze, jestem realistką. Za to wszystkie zaczynały się od lewej łopatki, spoczywającej pod Twoją bladością.

Będę czekał, nie zasnę, paluchy drzwiami przytrzsnę - własne!
Będę czekał, nie zasnę, paluchy drzwiami przytrzsnę - własne!

Te historie im bardziej nie mają początku, tym bardziej umowny staje się koniec. Na ostatniej stronie książki akcja zostaje przerwana, ale Ty wiesz, nawet przez sen, że to nie tak. Że choć zginęli ludzie najważniejsi dla fabuły, choć Emma Bovary się truje, Anna Karenina rzuca pod pociąg, a moje uczucia trafiają w pustkę - Ty wiesz, że życie reszty świata toczy się dalej ze stałą prędkością sześćdziesięciu sekund na minutę.

Może zamyślam się trochę dłużej patrząc jak rano pakujesz ubrania do torby, może nawet jestem zmuszona wyciszać coś nieoswojonego w sobie i karmić się racjonalizacjami, psychologiczno-filozoficznymi teoriami… Może robię to wszystko świadomie, może staram się nawet pilnować tej pustki w Tobie i uważać na Ciebie, bo zaglądanie w głębię bywa niebezpieczne. Nie zabraniam Ci tego, nie zniechęcam szczególnie mocno. Tylko gdy Ty się nad tą przepaścią pochylasz - to wtedy ja, ja chcę trzymać Cię za rękę, asekurować, być blisko. I kiedy się napatrzysz, możesz odbić się od tego niezrozumiałego i wtulić we mnie swój strach, i wyczerpanie, i te nienazwane w ludzkim języku rzeczy, wymagające prawdziwej bliskości (wszystko jest do zrobienia). Następnie możesz strząsnąć z siebie to źle leżące na karku opanowanie, kupione na ostatnią chwilę dobre miny, lepiące się sztucznością słowa źle dobrane do sytuacji. (Odpowiednie do okoliczności słowa - tego jeszcze nie zleca się zakładom pogrzebowym! Jeszcze.) Jest ciężko, jest strasznie, jest zbyt zwyczajnie i wyrzucasz sobie swoje myśli i uczucia kierujące Cię w stronę życia. A ja mam dla nich tylko szacunek, bo to dowód sił i chęci. I wiary, ciekawości, bezobojętności. Śmierć dostała swoje, ale życie też żąda ofiar.

I dlatego zawraca nas gwałtownie znad przepaści. Każe czuć, płakać, śmiać się i kochać do bólu, a zabrania patrzeć zbyt często w dół. Czasem, w ciemnych godzinach, pozwala pamiętać, ale nie zgadza się na nic więcej.

Someone has to die in order that the rest of us should value life more.