Deszcze bezbolesne

Zostawiam uśmiechniętego brejdaka, zostawiam krzuny porastające Skarpę na Ruskiej, zostawiam rozczulanie się i niemoc. Zostawiam Kubusia, który nie oddaje uścisków, tylko sztywno siedzi na krześle.

Chcę ryzykować, dopóki żyję!

Drugi brzeg, Warszawa zalana styczniowo-wiosennym deszczem. Warszawa pędząca, porywająca. Kałuże zmuszają do podskakiwania, hophop przez tramwajowe tory, koło kina Femina i do domu z dala od domu. Jeszcze tylko kolację przedsięwziąć wypada. Zachodzę do sklepu, z dżemem w ręce ruszam dalej. Z dżemem truskawkowym, z plecakiem przerzuconym przez ramię i zawadiacko przekrzywioną czapką na rudym łbie.

Deszcz zacina na całego, koty z podwórka chowają się po śmietnikach, a ja w podskokach idę, idę i chichram się do siebie. Tak nie wypada, to się nie godzi! To woła autocenzura, taka moja mała zmorka. Na tyle mała, że nie tylko nie przestaję się bezsensownie chichrać, ale jeszcze postanawiam pokazać zmorce język. Z głośnym pyk! odkręcam słoik pełen truskawkowych słodkości i proszę bardzo: język w całej okazałości, bezwstydnie dostarczający przyjemności podniebieniu. Kolacja pod gołym niebem. No i mokro jest, i słodko jest.

A potem jeszcze hophop z nadzieją do skrzynki co listy przechowuje, z nadzieją płonną oczywiśnie. Poczta w Warszawie to jakaś mroczniejsza sprawa, ale jeśli zawiedzie i tym razem, to będzie z tego dramat. Pójdę potem na pocztę i zrobię z dramatu scenariusz sensacyjno-katastroficzny, który kończy się zapadnięciem pod ziemię wszystkich urzędów pocztowych przy udziale zmasakrowanych członków pocztowców, rozdziobywanych w kazamatach Centralnej przez gołębie.

Brej Cy.

Explore posts in the same categories: magia

Tags: , , , , , , ,

You can comment below, or link to this permanent URL from your own site.

4 Comments on “Deszcze bezbolesne”

  1. Mag Says:

    Spalę wszystkie siedliska Poczty Polskiej za ten list!!! Gore!

    Ognista czupryna! :*

  2. sZakOOu Says:

    Ja mam fajnego listonosza. Gdy rok temu w lutym siedziałem we Wrocławiu i studiowałem, to na mój adres domowy przyszła walentynka w obleśnej, czerwonej kopercie. Listonosz tak długo przetrzymał przesyłkę (i to zwykłą, nie poleconą!), aż przyjechałem z Wrocławia i ją odebrałem. :)

  3. sZakOOu Says:

    Zapomniałem dodać, że nie chciał tej przesyłki wydać mojej matce, która na miejscu mieszka. To dopiero solidna firma! :D

  4. Mat Says:

    Na języku słodkości, na głowie płomienistości.
    A Warszawa jest… sami wiecie jaka. ;)

Comment: