Co warty jest człowiek bez KOGUTA?

Studia politologiczne w rozsypce, ale za to przeprowadzam już wywiady przed Sejmem. Na temat irokeza albo dredów Kaczki, ale zawsze. Oprowadzam też jednoosobowe wycieczki po stolicy sypiąc anegdotami z rękawów i na dodatek z inwencją błądząc. Potem nagle znajdujemy się pod ambasadą Francji, przed którą kręcą się różnokolorowe KOGUTY. Warszawa nie przestaje zaskakiwać.

Inwencji odkrywamy w sobie dzisiaj całe pokłady. Pozwalają nam one tańczyć przy pomniku (Polska Tańcząca?), odgrywać brutalne morderstwo (zostałam uduszonae, pobita, skopana, zdeptana i okradziono mnie z czapki - mocniej czuję, że żyję) i sycić się dziesiątkami warszawskich pomników, którymi stoi - a w wypadku Kopernika siedzi - to miasto.

Odkrywamy też na nowo nasze teksty sprzed lat, mrok i historie szatanistycznych koszulek. Ja sześć lat temu opisywałam zbiorowe samobójstwa i takie tam, teraz sycę się tylko przypadkową dekadencją. Nie ma to jak pobiec po lakier do paznokci, zbałamucić kasjerkę o foliową torebkę i załadować w nią niedojedzoną pizzę z restauracji. A nieco później obserwować minę pana ochroniarza w Muzeum Narodowym, który prześwietala zawartość torebek i plecaków…

Muzeum to dalszy ciąg atrakcji. Fallusy na greckich naczynkach, twarde pośladki rzymskich figur i kobiety z dwudziestolecia, które zaciągają się dymem głęęęboko. Poza tym mnóstwo zakrwawionych męczenników i parunastu socrealnych pracoholików. A w okolicach Egiptu pani strażniczka zachęca nas do robienia zdjeć - no jak to, nie zrobicie fotki mumii kotka i rybki? Ja sobie zrobiłam.

autobus

Wiatr zrywa dzisiaj wszystko, chyba nawet dużą część moich chorych myśli. Nad brudną Wisłą, otoczoną betonem i krzunami (genialne zagospodarowanie przestrzeni), mijając rozpieprzającą się tutaj pokątnie gimnazjalną smarkaterię i patrząc na przerdzewiałe mosty - tak, czuję to z każdym oddechem bardziej.

Do mnie należą tego miasta mury.

Explore posts in the same categories: magia

Tags: , , , , , ,

You can comment below, or link to this permanent URL from your own site.

11 Comments on “Co warty jest człowiek bez KOGUTA?”

  1. Mag Says:

    Czyje to dzieło?
    Wsiadajcie, Madonny, Madonny!

  2. sZakOOu Says:

    “Oprowadzam (…) wycieczki po stolicy (…) i na dodatek z inwencją błądząc.” - witaj w klubie Mojżeszu… ;)

  3. Michał Krotoszyński Says:

    To “Czerwony autobus” Linkego, o tym pisał Kaczmarski : )

  4. Robert Szymczak Says:

    Jeden z moich ulubionych obrazów :) Byłem przeszczęśliwy i zaszkoczony ogromnie kiedy go zobaczyliśmy w Muzeum ;)

    Fajnie się czyta coś co się przed chwilą przeżyło :) Pozdrowienia Julka, dla ciebie i Sławka :)

  5. Wielowarstwowość artystyczna pojedynczej kreski « Robert Szymczak Says:

    [...] się przyjemnie złożyło, że byłem w Muzeum Narodowym. Miałem okazje pozwiedzać, popatrzyć na sztukę starożytną, [...]

  6. Halski Says:

    Wow. Pierwszy raz widzę ten “czerwony autobus”. Niezłe.

  7. Sławek Says:

    Tutaj ten autobus nie robi żadnego wrażenia. Ale na żywo… masakra.

    Julka, jak mogłaś nie wspomnieć o mhrocznej, pełnej zua kawiarence, gdzie ciemność jest tak gęsta, że możnaby wbić w nią siekierę, albo powiesić na niej płaszcz, a podawany tam pomarańczowy sok ma krwistoczerwoną barwę? ;P

    I cała ta sprawa z KOGUTAMI. Nie zapominajcie, że z nami było dokładnie tak, jak z tym Maksem z bajki - to nie my znaleźliśmy KOGUTY, to one znalazły nas. ;)

    To był cudy i pełen wrażeń weekend. Dzięki, Julia. :) Miło było znów Cię spotkać i poszlajać się wspólnie, tym razem po innym mieście. Dzięki, Robert. Miło było Cię wreszcie poznać. :)

  8. Julia Says:

    Sławek, bo notke pisałam ZANIM poszliśmy do kawiarenki? xD Dzięki, że przyjechałeś. :)

  9. Sławek Says:

    A no tak. To wszystko tłumaczy. Coś mi się “pokićkało” z datami. :P Ale to dlatego, że szczęśliwi czasu nie liczą. ;)

  10. Robert Szymczak Says:

    Racja :) Było cudownie i to czuć ;) Lecę nakarmić swojego koguta :P

    Dzięki wam za miłe chwile :)

  11. asztaka Says:

    Znalazłam jakiś związek między Francją a KOGUTAMI:

    “Kogut galijski to nieoficjalny symbol Galii i celtyckich Galów, przejęty później przez utożsamiających się z galo-rzymską kulturą germańskich Franków, których potomkami są dzisiejsi Francuzi.

    Symbol ten powstał najprawdopodobniej w okresie rzymskim na bazie gry słów j. łacińskiego, gdzie wyraz gallus oznacza zarówno koguta, jak i Celta (Gala).”

    :)

Comment: