Anything you want, you got it. Anything you need…

Kawa z cynamonem, herbata cynamownowa. Brakowało tylko piwa i rock’n'rolla. I silnych, męskich ramion unoszących do góry łiiiiiiiii, żeby po chwili z rozmachem mną zakręcić heeeeeeej.
A właściwie, jak się tak zastanowić, to wczorajszej nocy niczego nie brakowało.

Najpierw w Kwadracie aromatyczna kawa przy metallicznych dźwiękach. No i oczywiśnie rozmowa. Rozmowa o facetach życia, którzy potem albo przedtem zdradzają, których się zdradza, których kochanka mówi, że jest jej przykro. Facetach o statusie nie_wiadomo_czy_ma_dziewczynę flirtujących bez mrugnięcia okiem z grzecznymi dziewczynkami. I o dziewczynie, która dowiedziała się, że jest w ciąży w piątym miesiącu.
Innymi słowy spotkanie czterech pięknych, niesamowicie inteligentynych, dowcipnych, oczytanych, odnoszących sukcesy wolnych kobiet. Przy kawie. Trochę gorzkiej.

Potem herbatka z wiekowymi ludźmi, nudy na pudy. Atmosferę ożywiło nieco zamówienie mleka. Mleko? Ale naprawdę chce pan mleka? Przecież nie ma go w karcie. Czy dobrze zrozumiałem, przyszedł pan nocą do pubu i zamówił właśnie mleko? Ale ma być podgrzane? Nie? Takie zwykłe mleko? Melko? W jakiej szklance?
Właściciel po ectasy. Ale zamówienie przyjął. Zaraz po podaniu niewinnego grzanego piwa (daję wam niewinnego grzańca, kapujecie - bez wina, hahaha).

Jedni do kościoła i na wódkę, z czystym sumieniem. Inni poprzestali na wódce. A ja niewinnie. Ja nie, winnie. W Graffiti, na rock’nrollowej imprezie. Ja tak półrzytomnie (chociaż w pełni świadomie), wylewając za kołnierz wkurwu niegdysiejszego troszkę, przyprawiając humor tym ciągnącym się przez dziurę w zębie aromatem cynamonu zmieszanym z piwem. I dając się ponieść muzyce i co ciekawszym tancerzom. Oddając się. Nie można zawsze prowadzić.

Było kilku, ale w końcu spojrzał na mnie parkietowy Dany Zuko. Wyciągnął rękę.
No i przekręciliśmy się w tą samą stronę! A on, zamiast udawać, że nic się nie stało, wykrzyknął - Jesteś leworęczna! Jeszcze nigdy nie tańczyłem z leworęczną dziewczyną!

A ponieważ już kręciliśmy się dalej heeeeeeeej, już przeciągał mnie po podłodze pod swoimi nogami szuuuuuuu, już łapaliśmy resztki powietrza z rozdygotanej dźwiękami koncertu sali, między tysięcznym a tysięcznym pierwszym piruetem odkrzyknęłam - co mówiłeś?!?

Po dwóch piosenkach, po kolejnych wygibasach, niemożliwych skrętach tułowia, po mojej dłoni na jego ramieniu, po nie spuszczaniu z siebie oczu, po jego brzuchu między moimi nogami… kiedy łapiąc spazmatycznie oddech stanęliśmy na przeciwko siebie i znowu wyciągnął w moją stronę rękę, uznałam, że może czas się przedstawić. Tylko, że znowu zagrała muzyka i nie było miejsca na rozmowy. I love you, I love you, I love you - what’s your name?

Waldek - niefajnie bo mnie prześladowali tekstem “panie Waldku pan się nie boi”. Spoko, ja ubiłam tuzin ludzi po zlekceważeniu mojej groźby użycia siły za kretyńskie “Juliaaaa, a gdzie jest Twój Romeo?” Hyhy. To tutaj.

Po pożegnaniu pod moim domem zaczęłam analizować tą noc. Kiedy i gdzie to się stało? Kiedy wypowiedziałam zaklęcie przywołujące normalnego, przystojnego, świetnie tańczącego, starszego, nieogolonego, inteligentnego, jeżdżącego stopem faceta? Gdzie?

Tak, to było w kawiarni. Wypowiedziałam je nie zdając sobie sprawy z tego co robię, w wirze babskich obrzędów okołofacetowych, między jedną inkantacją nie ma normalnych facetów a drugą. Powiedziałam to, powiedziałam w oczy swoim przyjaciółkom, powiedziałam z przekonaniem, powiedziałam mocnym głosem zaklęcie:

nie potrzebuję teraz faceta, w ogóle mnie to obecnie nie interesuje, mam dość, przestałam o tym myśleć.

Niech żyje rock’n'roll!!!

Explore posts in the same categories: magia, postimprezizm

Tags: , , , , , , , , ,

You can comment below, or link to this permanent URL from your own site.

7 Comments on “Anything you want, you got it. Anything you need…”

  1. Mag Says:

    Zawsze byli, zawsze są, zawsze będą.
    A Ty jesteś jedyna. :*:)

  2. Gosia_KSC Says:

    hmm chyba ja nie pasuje do naszego opisu :(zwłaszcza z tym oczytaniem dlatego idę zagłębić się w niesamowitą przygode z panem HP :) dziękuję za niedzielę :*

  3. Kas Says:

    Julia..genialnie to napisałas…ale się usmiałam!…naprawde…to była wyjątkowa niedziela;):*
    …. spotkanie czterech pięknych, niesamowicie inteligentynych, dowcipnych, oczytanych, odnoszących sukcesy wolnych kobiet…. a to mnie juz całkiem rozbroiło;):D… jestes niesamowita!!!….poczułam się lepiej..o wiele lepiej:*

    …Twoje zaklęcia wyjątkowo szybko się sprawdzają;):p…
    …kiedy to powtórzymy???..

    ..Pretty woman,and you look lovely as can be…
    Pretty woman,give your smile to me…
    :*

  4. Julia Says:

    Kasiu, dzięki. :) Dobrze, że poczułaś się lepiej. Samą prawdę napisałam, może nie? Gośka! Musimy sie mobilizować nawzajem do imprezowania bardziej, mocniej, częściej.

    http://pl.youtube.com/watch?v=b5BTx5eBlw4 Mercy! Polecam :)

    A to na deser
    http://pl.youtube.com/watch?v=mlkMc0ZaJmY&feature=related
    http://pl.youtube.com/watch?v=zRu3tw9fYxE&feature=related

  5. Gosia_KSC Says:

    Musimy sie mobilizować nawzajem do imprezowania bardziej, mocniej, częściej.

    JESTEM ZA :)))

  6. Kas Says:

    hmm wiesz Julka.. prawda…pojecie względne:p…dobra juz moze nie bede tu robic swoich wywodów na ten temat:p;)….po prostu świetnie napisane!:)…

    ps. zgadzma się z tym bardziej,mocniej,częściej:p
    aa danie główne i desery - mniam!;):*

  7. Ciastek Says:

    nie no czytajac cos takiego odrazu mi sie humor poprawil:*ah!

Comment: