Koniowały

Wieczór zaczynał mijać, a we mnie narastała chęć na kawę. Kawę z mlekiem, w moim dużym kubku z kotem. Ale nie miałam mleka.
To był już czwarty dzień bez kawy. Coś dziwnego dzieje się ze mną - pomyślałam.
Ale, cokolwiek się zdarzy, gramy dalej, prawda?
W poszukiwaniu mleka udałam się poza bezpieczne cztery ściany. Noc już zajmowała przestrzeń między klatką schodową a śmietnikiem, robiło się późno. Za rogiem, koło chińskiej restauracji był sklep spożywczy. Każdego wieczoru podjeżdżał pod niego samochód dostawczy z pachnącą szczęściem dostawą pieczywa prosto z piekarni. I za to go lubiłam. Powinni mieć tam też mleko, mleko odpowiednie by chlupotać przy nalewaniu, zmieniać kolor i łagodzić gorycz. Ale nie weszłam tam.

Nie weszłam, bo spotkało mnie coś kosmicznego. Konkretnie to UFO. Statek kosmiczny w kształcie konia wylądował przed sklepem za rogiem, gdzie wieczorami można kupić świeże pieczywo, a chwilę potem wyszły z niego zmutowane włochate motyle i spytały mnie co sądzę o sbacakajbaksach. Cóż, moje poglądy na sbacakajbaksy były od dawna sprecyzowane, ale nigdy nie lubiłam się nimi afiszować, dlatego zmieniłam pospiesznie temat. Zapytałam zmutowane włochate motyle, czy pomogą załatwić pracę mnie i koleżance. Bo w tamtych czasach marzyłyśmy o pracy testerek jacuzzi i wanien z hydromasażem. Ewentualnie zgodziłabym się na poddawanie próbom łóżek i materacy, ale kupujący musieliby unikać słowa materac. Bo każdy powinien mieć swój materac, ale to nie jest temat do żartów.

W ogóle to zaczęłam się martwić o koleżankę. Ona chodziła bez szalika, chociaż mama jej mówiła, żeby zakładała szalik. Zawsze istniało prawdopodobieństwo, że coś się stanie i na grobie wyryliby jej potem napis “bo nie założyła szalika!”. Ciekawe ilu ludzi zginęło, bo nie słuchało mam.

W sumie moja mama nigdy nie mówiła, że to źle szukać pracy u Obcych, więc nie czułam się zagrożona. Niestety okazało się, że włochate motyle wymagają od kandydatów braku kultury osobistej, jedzenia posiłków w łóżku, spania do południa, drapania się po głowie i - o zgrozo! - odstawienia kawy. Zresztą, ja nigdy nie lubiłam koni.

Spojrzałam na zegarek, dochodziła czwarta nad ranem. Pomyślałam, że jakoś tak nagle późno się zrobiło i wróciłam do łóżka. Ale wcześniej zaszłam do kuchni, zaparzyłam kawę, dodałam łyżkę miodu i dwie szczypty cynamonu. Przekręciłam kubek z uchem wymodelowanym dla osoby praworęcznej i wypiłam.
O czwartej nad ranem leżałam już spokojnie w łóżku śmiejąc się przez sen z tego, co może zrobić z ludźmi niedobór kawy. Śniły mi się sbacakajbaksy.

Explore posts in the same categories: magia

Tags: , , , , , ,

You can comment below, or link to this permanent URL from your own site.

2 Comments on “Koniowały”

  1. Mag Says:

    Jest 4.43. Walentyny. Kocham Cię w chuj. Pamiętaj, lepszy koń w garści niż paw na dachu. :*

  2. KODA Says:

    Pchły! Przyjaciele! i Serce Wybranki!
    Nie wiedzą, co to litość; dla własnej zachcianki
    Krew serdeczną z ofiar swoich wysysają,
    A one nawet chwili pogodnej nie mają!!!!

Comment: