Fizjologia słowa
Naćpałam się nie ćpając. Upiłam nie pijąc, rozkochałam się nie kochając się, umarłam nie umierając, powiedziałam coś wulgarnego (wielokrotny wulgaryzm ze szczególnym bezeceństwem!) opisując coś pięknego, uczucia mi się wydestylowały pozostając poukładanymi, oczy mi wypadły nie wypadając, a dusza wykonała salto wykręcając płuca. Naprawdę.
Bogowie w których nie wierzę, moi idole śpiewająco-grający, demony które skaczą po moich zwojach mózgowych - słuchajcie!
Nie ma większej potrzeby, mało-dużej (dłużej! dłużej!) przyjemności - nad przyjemność i potrzebę odkrycia książki wartej miłości!
Słowa, słowa! Słowa na początku! Bo w słowie jest życie i światłość, jak mówi nieudolny falsyfikat Księgi. Mając rzecz jasna rację przenajświętszą. Bo miłość jest afirmacją życia.
Pływam w słowach, zanurzam w nich dłonie, łykam je, smakuję, płuczę nimi gardło, wlewam przez ucho do czaszki, turlam się po nich, liżę, gwałcę, pochłaniam (pożądam!), pieszczę, dotykam, podziwiam. Każę się powtarzać, zmuszam do wyjawiania sekretów, świecę w nie ostrym światłem i wyśmiewam. Oblewam łzami, minami. Kręcę kartkami i zatrzymuję zakładkami. Zamykam, otwieram, przerzucam, obracam. Spijam, umilam i (w)dycham. A przede wszystkim zaciągam się. Zaciągam się słowami aż po samą tkankę płucną. Natchniona dusza wyprawia akrobacje, salta i inne błazeństwa, a słowa porozsiadane na pęcherzykach biją brawo. Znowu się udało!
To są takie imponderabilia wszeteczne. Apostołki włochatości. (szaleństwo!) Diminucyjne zapędy. Nieobojętność transcendentu. (omdlenie) Krajanie miodnej miazgi dnia. (dreszcze) Dom kwitnący mięsem… (drgawki) Zgubione takty śmiechu… (…!) Mak meteorów wsiąkających cicho w wszechświat…
(…spazmy…)
…
(rumieńce)
Tags: książka, książki, Schulz, szaleństwo, słowa, zakochanie
You can comment below, or link to this permanent URL from your own site.
luty 26, 2008 at 12:49 przed południem
ps. Mag… I znowu kręci nas ten sam facet. xD
luty 26, 2008 at 12:52 przed południem
Mistrz Schulz zwykł mawiać, że największe nieszczęście to nie wyżyć życia.
Ja śmiem twierdzić, że nikt go nigdy nie wyżyje, jeżeli nie poznał Brunona.
Jak to dobrze być jego uczennicą. :)
PS. Nowość. :*:P
luty 26, 2008 at 2:08 przed południem
“Książki warto pisać tylko wtedy, jeśli przekroczy się ostatnią granicę wstydu; pisanie jest rzeczą bardziej intymną od łóżka.” - Hłasko
Bruno musiał mieć tego świadomość i wciągał w grę wrażliwości na nierównych prawach, po nitce do kłębka, po słowach do pępka…
luty 26, 2008 at 2:17 przed południem
Wrażliwości na nierównych prawach… dobrze powiedziane. :) Moja wrażliwość doznała dzisiaj wstrząsu. Ziemia się poruszyła. ;)
luty 26, 2008 at 7:01 pm
książka co porusza wszystko w środku jest skarbem, cennym olbrzymie :) czytajmy więc, bawmy się!
marzec 3, 2008 at 11:05 pm
Choć winnam być ekspertem w sprawach nauk ludzkich(-humanizm w dzisiejszym kształcie nie zawahałby się dodać partykuły “nie” przed słowem el-STARTnym), to chyba naniosę stosowne poprawki w moich fizjologicznych, podręcznikowych[a nie po(d)ręcznych] tomiszczach:) Przyszły lekarz ludzkich ciał.