Oh my lover
Podróże w czasie, krótkie włosy, męskie ciuchy. Brzmienia zapadające w pamięć, intonacje wywołujące dreszcze i słowa przykuwające uwagę i uczucia. Nienasycenie tą silną estetyką, narzucanym stylem, niekwestionowanym talentem i pewnością siebie.
Podziw dla manifestowanej kobiecości. Dla umiejętności wyrażania siebie, przy jednoczesnym zachowaniu intymnych, niedostępnych nikomu przestrzeni. Szacunek dla sławy i dystansu do niej.
Mówię o mojej grzesznej miłości, o miłości będącej torturą. Chodzę po mieście w ciemnościach, pamiętając o świetle, słuchając jak dmie wiatr. Opowiadam o tym jak perfekcyjny dzień miała niejaka Elise, która dowiedziała się, że można płakać przez kogoś jeszcze po śmierci. I o tym, że nie pozbyłaś się mnie, nie, nie pozbyłaś się mnie. A jeśli mnie po prostu miniesz, to wstyd, wstyd, wstyd. Bo to jest miłość. To jest miłość - to co czuję. Bo kiedy nie jestem z Tobą moje sny są bardzo mroczne. Cholernie zwariowane to wszystko, ale przysięgam. Jesteś tylko Ty. Jesteś tylko Ty przechadzająca się po ogrodzie, rozmyślająca o swoich grzechach. I jestem ja, urodzona na pustyni, pod wodą. Ale czy to już jest pożądanie, które uniesie nas ponad to wszystko?
Byłaś jedyną, która mogła mnie tutaj doprowadzić. I to jest najlepsza rzecz, piękne uczucie.
Dziękuję Ci za to. Dziękuję Polly Jean.
Ballad of the Soldier’s Wife
Tags: muzyka, PJ, Polly Jean, PJ Harvey, wokalistka
You can comment below, or link to this permanent URL from your own site.
luty 28, 2008 at 1:43 przed południem
You’re not rid of me :)
luty 28, 2008 at 2:24 przed południem
Jakkby co ta piosenka to akurat cover. :) Ale za to jaki!
luty 28, 2008 at 9:47 pm
Ładne. Ktoś tego nie przerobił na polski? Kazik? (Tak, mogłem strzelić głupotę :D)
luty 28, 2008 at 10:21 pm
Nie strzeliłeś, właśnie Kazik. Troszkę przerabiając tekst, też bardzo fajna wersja. :) Wychodzi na to, że i Kazik i Nosowska, czyli moi ulubieni polscy wokaliści, mają jakieś związki z PJ. ;)
marzec 3, 2008 at 6:30 pm
To jest piosenka Kurta Weilla (z tekstem Brechta). :) Ze starego musicalu, tytułu zapomniałem.
Wykonanie PJ jakoś mi się średnio podoba. Nie pasuje mi do niej takie coś. :)
“a co, żołnieeerzu, kobieeeta twaaaa…”
:P :P
marzec 6, 2008 at 1:42 przed południem
ej sorry, ale ta notka o PJ wymaga pomszczenia…
“manifestowanie kobiecosci”… niezle…
pewnosc siebie u PJ? tez fajne…
prosze, przerob troche tworczosc PJ, a szczegolnie White Chalk… moze wtedy zrozumiesz wiecej…
kreaowanie siebie jako “przezywajacej gleboko”, a posiadanie prawdziwej koncepcji, ktora chcesz przekazac, co w zasadzie jest idea bloga, to mimo wszystko dwie rozne rzeczy. sprobuj dorzucic troche autentycznosci zamiast wydumanych pseudo-metafor (w kontekscie innych postow)…
wiecej tresci ponad forme!
marzec 6, 2008 at 9:15 przed południem
Co nazywasz pseudo-metaforami? Serio chcę wiedzieć. :)
Twórczość PJ mam przerobioną, łącznie z White Chalk. Dzięki za krytykę.