Babie lato
Poznań pełen doznań. W oparach herbaty i matowej szarlotki grzeję się w cieple lampki i wyczyniając sentyment bezbrzeżny po ścianach, firanach i otomanach sączę wieczór przez słomkę. W trąbkę zwijam język, minuty ciche nanizuję na porywczość zaoknia i tak tonę w wieczornieniu, mym zmęczeniu, Twym ciepleniu - mając słodką pewność na to, że jest dobrze, że jest Lato.
Matowe szarlotki to wspaniały dar, dar od ludzi dobrej woli. W Poznaniu jest ich teraz więcej. I z nimi łatwiej wierzyć w to, że ten świat nie zginie w dzisiejszym, jutrzejszym, czy inszym huraganie. Oni przezwyciężają przestrzenie, deszcze i wszelkie niebezpieczne porywy. Mijają bez wahania ludzi wyprowadzających psy-latawce na spacer. Mają jeden cel: być blisko bliżej i śmiać się wspólnie, i dzielić się pierworodną szarlotką na połamanych talerzach, sklejając w ten sposób spełnienie naszych tęsknot.
Poznań o tej porze roku jest jak klejące się oko cytryny - słodki, cierpki i na temat. Idealnie komponuje się z miodem wieczorów i fenomenem poranków, gdy słońce, jak mokra pszczoła, a kołdra jak trzmiel rosochaty. Kwiaty nie więdną, a panny się nie starzeją. Choć to jest ich pokoleją.
Widzieć słonce w oku cyklonu, klęski żywiołowe wykorzystywać radośnie do gromadzenia się z bliskimi wokół najcieplejszego miejsca - to potrafią nieliczni. Między nami jest lato nawiewane przez zachodni wiatr, który osiąga zawrotne prędkości i umożliwia błyskawiczne podróże w stylu Mary Poppins. PKP tego nie przebije, nawet przy pomocy tak pięknych towarzyszek podróży jak ta jasnowłosa, która reagowała uśmiechem na kolorowanie pociągu różową kredką. Najpierw numerek w przedziale, potem reszta świata.
Jestem szczęśliwa, bo jesteś. Dziś przy mnie, dymnie, ogniście, soczyście. Masz dwie dłonie kobiece, maki we włosach, pożary w oczach, jesteś szalona i przeurocza.
Za każdym razem, gdy wjeżdżasz w ten klejący się i doznaniowy Poznań, to tak, jakby Niebo zstępowało w cwałowaniu na Ziemię - dziękuję Ci za to, że jesteś. Za słowa, za gesty, cieplenie. I za to, że chichrasz się ze mną z głupich głupot, fikołki okołopowałowe wyczyniasz, masz wyrozumiałość ogromną dla mojego marudzenia i wielką zdolność radzenia sobie z mymi fantasmagoriami. Porami sama siebie zadziwiam, że umiem być tak nieznośliwa.
Dzięki Ci za Cię pierdoło, jesteś i jestem szczęśliwa.
Mamy czas. Mamy kubki niekończącej się herbaty, mamy pewność tego co między nami i w nas. Znamy swoje myśli niepokorne, lęki i przyczyny wielokrotnych śmierci. Ze śmiechu, szczęścia, niecierpliwości miłości - padając z iksami i rozdziawionymi paszczękami na buźkach. Odpoczywajmy w tym pokoju. Dzięki za tę przestrzeń, w której mogę patrzeć na lato błyszczące w kącikach Twoich oczu. Niech zawsze płynie szczęściem Miła.
Tags: bliskość, huragan, lato, pkp, Poznań, przyjaźń, wiatr, śmiech
You can comment below, or link to this permanent URL from your own site.
marzec 2, 2008 at 8:29 pm
Tym razem szaleństwo w Poznaniu. Następnym razem będziemy wykrzywiać wszechrzecz we wsi Warszawa. Będziemy wywracać doby do góry nogami - leżeć będziemy dniami, harcować nocami. I wciąż z uśmiechami na ustach będziemy wariować. Może już nie z szarlotką, może już nie z półtalerzem, ale na pewno we wspaniałym towarzystwie.
Na zdrowie!
:*
marzec 3, 2008 at 9:03 pm
Wszystko jest w Nas. :)
marzec 5, 2008 at 9:34 pm
Różowimy świat,tak, tak, tak! Zróżowiona Julka jest taka słodka, bardziej niż normalnie :) miły weekend, wściekła Emma, jadalne ciasto, zGRYŹliwy pies! :D ja chce jeszcze raz
marzec 7, 2008 at 1:31 pm
Twój różowy świat mnie rozczulił. Może u mnie będzie kiedyś tak, że dostrzegę drobiazgi, które pozwolą mi zyskać pewność.
marzec 7, 2008 at 3:53 pm
“Różowy świat” hmm. :) Drobiazgi są arcyważne i nadają życiu smaku. Pewność mam tylko czasem i tylko w towarzystwie pewnych ludzi. Ale pracuję nad tym.