Czucie i wiara
Poruszam się w przestrzeni, która odbija moje myśli. Nasłuchuję głosów, odczytuję napisy na murach i rozmyślam nad ich sensem w czasie samotnych przechadzek. Odpowiadam nagłym impulsom, mdłym gestom zastępującym przysięgi aż po grób. Śmieję się czarnym śmiechem, zabarwiam humor chłodnym wieczorem snującym się wzdłuż Marszałkowskiej i naleśnikami, które uczę akrobatycznych sztuczek i jeszcze tego.
Że życie ma sens. Trzeba tylko umieć to zauważyć, poprawnie odczytać znaki. Patrzeć pod nogi, bo na chodniku dzieci narysowały strzałki w celu podchodzenia się. Dobry kierunek to już coś. Wsłuchiwać się w szum ekspresu do kawy, brać do rąk książki i ostrożnie się nimi zaciągać. (Naprawdę czuję te dwadzieścia lat życia na półkach, nasiąkania kurzem, obmacywania się ze starym regałem… Czuję fascynację, z jaką przekładano delikatnie strony - znowu i znowu i jeszcze raz, aż do skończenia świata.) A potem podnoszę głowę i rzucam spojrzenie na sufit, żeby móc dostrzec tabliczkę z wymalowanym czerwno na zielonym napisem: “nie zawsze tak będzie”.
Po miesiącu nieobecności pojawiam się w bibliotece, na krótką chwilę potrzebną do wypożyczenia jednej książki i spotykam tam kilku przyjaciół, którzy niezależnie od siebie postanowili w tym samym momencie odnaleźć się w tym samym miejscu. Czegoś takiego nie można nie uczcić chwilą spontaniczności. Ulubiona kawiarnia, która podsuwa wygodną sofę, karmi pysznym ciastem i pozwala na chwilę skupienia, w celu kontemplacji zamarłego na fotograficznym papierze piękna. Piękno nigdy nie umiera ze starości, piękno można zniszczyć poprzez zadanie mu gwałtu.
Otwieram książkę i patrzę na pierwsze zdanie. “Jeżeli masz zamiar to czytać, odpuść sobie.” Potykam się o próg i wpadam do sklepu, rzucając w locie dzień dobry w stronę obserwujących mój popołudniowy upadek sprzedawców. Zamierzam ćwiczyć przemieszczanie się w pionie (trudniej się potknąć, można co najwyżej spaść i skręcić sobie kark - mniejszy wstyd), a do tego potrzebuję spodni. Napis w przymierzalni mówi, że wszystko co kocham jest w górach, a z głośników lecą Depesze. Kupuję.
Mroczną porą piszę listy do wymyślonych przyjaciół, umawiam się na spotkania, płaczę w pościel, prowadzę rozmowy o tym, czym jest “dużo roboty” i pluję kawałkami zębów do wanny. (Nawet arcydzieła sypią się z wiekiem.) Ale nie zawsze tak będzie.
W tramwajach patrzę w twarze wspołpasażerów i porównuję zawartość pigmentu w damskich i męskich oczach. Kobiece oczy mają go więcej, barwy są głębsze. Umysł ścisły nazwałby to dymorfizmem płciowym. A ja myślę, że gdyby czerwony kapturek o tym wiedział, to może nie nabrałby się na te wielkie oczy wilka. A potem myślę, że tęczówki mężczyzn są bardziej wyblakłe, bo są większymi marzycielami, co wyrabia im nawyk patrzenia w stronę odległch przestrzeni - tam gdzie ich oczy mogą nasiąkać błękitem nieba i bezkresem mórz. W kobiecych oczach odbijają się za to kwiaty, muskające skórę jedwabie, zmartwienia dzieci, ślady szminek na męskich kołnierzykach i inne przyziemne drobiazgi, które dodają życiu intensywności.
Staram się nie zasłaniać oczu.
Tags: życie, książki, dzień, oczy, kawiarnia, upadek, sens, drobiazgi, szegóły
You can comment below, or link to this permanent URL from your own site.
marzec 12, 2008 at 9:42 przed południem
Tadeusz Różewicz napisał kiedyś, że najlepiej się widzi, gdy zamknie się oczy.
Powiek rozjątrzonych światłem, iskier wielkich, mnogich, fantazyjnych, życzę Tobie - ja, Kochana.
Niech się wzrok przenikliwy, jasny i bezgraniczny - święci. :)
marzec 12, 2008 at 10:50 przed południem
Myślałam, że nie lubisz Różewicza. :) Kiedyś bardzo mi odpowiadał, ale teraz jest zbyt smutny jak na moje potrzeby. Przy pisaniu tej notki chodził mi po głowie Grechuta:
Każda barwa zaczyna się od bieli zim
Każde ciepło na ziemi poprzedzone chłodem
(…)
By nazwać światło nie trzeba języka
Wystarczy oczu przed nim nie zasłaniać
marzec 12, 2008 at 3:12 pm
Różewicza lubię. Nie przepadam za Szymborską i Twardowskim. ;)
marzec 12, 2008 at 10:03 pm
podoba się, nawet bardzo…;):*
marzec 13, 2008 at 6:44 pm
Czytam Twoją notkę drugi raz i znów mam te same odczucia, jest harmonijna, spokojna, pogodzona z otoczeniem, kontemplująca i na zwolnionych obrotach, jest płynna i uczuciowo delikatna, jest piękna po prostu.
marzec 14, 2008 at 12:11 pm
Dziękuję bardzo. Bardzo, bardzo miło czytać takie słowa, zwłaszcza spod klawiatury polonisty. :)