Popielnicy
Brum brum: powiedział pan samochód. A potem wylądował na moim łóżku i się uśmiechnął. Samochody normalnie nie latają, fakt. Ale ten był wyjątkowo radosny, to dlatego. Wzięłam go do ręki i zaczęłam zataczać nim kręgi nad podłogą - bardzo pochłaniające zajęcie. Przygrywał nam z powagą szum klimatyzacji. No i wypadł mi z dłoni i wjechał pod łóżko.
Z głową przy podłodze zaczęłam go wypatrywać. Pod łóżkiem nie było mojego samochodu, znalazłam za to dziurę w ścianie, która prowadziła w zimną ciemność. Niepokoiło mnie to, ale też bardzo pociągało. Trzeba było założyć szlafrok i różowe kapcie. I wejść w ciemność, wczołgać się w nią.
Idąc po omacku (wilgotne, kamienne ściany), niemal co krok się o coś potykałam. Ubrania, butelki, puszki, tablice autobusewe z osiemnastek, jakieś ramki i chrzęszczące szkła. Gdzieś dalej ktoś grał na jakimś starożytnym instrumencie, słyszałam to bardzo wyraźnie.
W końcu korytarz się skończył i znalazłam się na polanie, na której płonęło ognisko. Wokół leżeli młodzi ludzie, tacy mniej więcej w moim wieku, może trochę starsi. Mały chłopiec o dziwnym wyrazie oczu przygrywał im zręcznie na dudach, a oni popijali leniwie piwo. Przysiadłam się do nich zaintrygowana tym widokiem, w oczekiwaniu na rozwój wypadków.
Czas mijał, ale nic się nie zmieniało. Piwo się nie kończyło, młodzi ludzie nic nie mówili - zdawali się skupiać wyłącznie na zapewnianiu sobie spokoju, na relaksowaniu się, na lenistwie. Tylko że było w tym coś więcej, kryło się w tym coś ważnego. Oni wcale nie marnotrawili czasu - zresztą czas nie miał w tym miejscu znaczenia. Zauważyłam to dopiero po dłuższej, o wiele dłuższej chwili. W nich coś się działo, w tych ludziach, w ich wnętrznościach, pod skórą, pod powiekami, między żebrami. W płucach. Pozornie statyczni, zmagali się z jakimiś potężnymi siłami. Nie rozumiałam tego, ale patrzyłam zafascynowana.
W końcu jeden z nich przerwał to oczekiwanie. Wysoki, barczysty blondyn. Najpierw podniósł oczy, potem rozejrzał się uważnie - jakby obudził się z jakiegoś letargu. Ale w jego spojrzeniu nie było zagubienia. Gwałtownie wstał, otrzepał się z popiołu, wziął z ziemi miecz i nie rzucając nawet spojrzenia na resztę, odszedł pewnym krokiem. To samo powtarzało się w nieregularnych odstępach, jakby ci młodzi ludzie otrzymywali kolejno jakiś niewidzialny sygnał. I każdy odchodził, każdy w swoim czasie. Chłopiec od dud też gdzieś zniknął, przypuszczam że poszedł pograć w Go, bo robił wrażenie naprawdę inteligentnego. W końcu zostałam sama przy wygasłym ognisku. Siedziałam otoczona żarem, rozważałam różne podejścia do siebie, do życia, do ideałów. Medytowałam o mojej rodzinie, o nauce, pracy. O moich kotach i podróży do Las Vegas. I jeszcze o pokonywaniu odległości dla bliskości, o pociągających mężczyznach i pięknych kobietach, i o kawie z mlekiem, i o pisaniu, i o zwiedzonych muzeach, i o znajomych górskich szlakach. O sposobie oddychania, wierze, postępie technicznym. O kochaniu się.
***
I tak siedzę do tej pory - w tym popiele, wśród tych dogasających iskierek (a jednak coś się tam jeszcze tli). Myślę się, staję się. Otacza mnie zimna ciemność. Czasem łykam piwo, czasem słucham wycia wilków.
I kiedyś wyjdę spod tego łóżka.
Tags: wilki, ognisko, popiół, dudy, go, ciemność, łóżko
You can comment below, or link to this permanent URL from your own site.
marzec 16, 2008 at 11:02 pm
Dudy czy inne kobzy. A dzieciak był niesamowity. Wysocy, przystojni blondyni, lubię, chociaż w życiu nie stosuję ;pp
Dzięki za weekend :)
marzec 16, 2008 at 11:55 pm
Pod łóżkami też drzemią dobre myśli. Czasami warto ich nie zaspać, jak gruszek w popiele. ;)
marzec 17, 2008 at 6:42 pm
Kiedy napisałaś o dziurze w ścianie i o wejściu w nowy świat miałem jedno tylko skojarzenie - Bandyci Czasu - hucpy od Monty Pythona!
Później znów pozwoliłaś się zanurzyć w harmonijnej grze spostrzeżeń, a była to kąpiel kojąca jak dawno już nie!
marzec 18, 2008 at 8:41 pm
Nie pisz o wychodzeniu. Zrób to:)
(Banalne banały brzmią banalnie, ale uznając banały za banały nigdy nie przerwiemy naszej banalności:))
marzec 19, 2008 at 8:50 pm
Julia w Krainie Czarów. Śliczne kalejdoskopicznie…