Time
The grass was greener
The light was brighter
With friends surrounded
The nights of wonder

Wieczystość doczesności, w którą się zagłębiam i o której fantazjuję. Zanurzam się w kojącym zapachu lasu i wyobrażam sobie bezpotomne, ale namiętne chwile. Wierzę w swoją moc sprawczą, skuteczność przy stwarzaniu ważnych momentów. Czasem obawiam się tej mocy. Wierzę w bliskość, przyciągającą ludzi z tych samych stron serca, którzy zawsze znajdują do siebie drogę, niezależnie od piętrzących się przeszkód. Bo chcą tego.
Każda wiara ma jakieś ciało. Każda wyraża się jakimiś słowami, gestami i snami. Uśmiecham się do myśli na granicy realności, które przywołują spełnienie. Przyjmuję je z radością, ale i pewną nonszalancją. Bo nie chcę powodu do łez. Moja wiara potrzebuje dużo czasu. Robię krok naprzód, ale lunatykując zawracam.
Wzrusza mnie cudzy strach przed utratą bliskości. Ludzie dużo płaczą i mówią mi o tym. Płaczą w nocy, w samotności, przy pożegnaniach. Ze smutku, wzruszenia, radości, strachu. Przeżywam to z oddali, bo zazdroszczę i boję się.
Piję kawę, drugą, trzecią. Mam problemy z artykulacją myśli, zamieniam je na skurcze serca i pełne napięcia milczenie, wybuchające czasami gwałtownością liter, zadające obrażenia słowem pisanym. Odłamki wpadają do oczu stojących najbliżej, udzielających braterskiej pomocy w ciemnej, mokrej codzienności okopów. Dożylny zastrzyk dobrych wspomnień, kilkugramowa dawka akceptacji, spirytus oczyszczający zakażone poczuciem winy wrażliwe miejsca. Ile trwa godzina na froncie walki o siebie? A miesiąc?
Mam sporo czasu, spotkamy się?
Siedzimy centralnie. Towarzyszy nam wieczystość niektórych emocji związanych z konkretnymi sposobami patrzenia na świat, określonym poczuciem humoru, albo z czyimś zapachem. Ciągnie nas do siebie ciepło słów, pamięć dotyku i wspólne tajemnice, rozbijające się o wrażliwość i głupotę młodości. Między nami łzy, zaniechania, brak kontaktu. Czy to jest przyjaźń? Czy to jest szukanie potwierdzenia siebie w Tobie? Lubię Cię, lubiłam Cię od pierwszej wspólnej chwili i przez wszystkie chwile od tamtego czasu. Bardzo.
W mojej głowie plany niezobowiązujacych romansów, słodkiego spalania się przy czyimś udziale. Najważniejsze to mieć marzenia - ich spełnienie jawi się jako czysta formalność. Zagryzam tę esencję potrzeby relaksu ciastkiem z kawałkami czekolady, które w magiczny sposób nie stopiły się przy pieczeniu. Cieszę się, że masz własne zadanie, cieszę się, że mogę Ci wszystko powiedzieć. Cieszę się, że mogę znowu słuchać o rowerach, o rzeczach tak doczesnych, a jednak niezmiennych.
Uśmiecham się. Do Ciebie, do siebie. Wtuleni w kanapę, jesteśmy inni niż kiedyś. Inaczej mówimy o sobie, inaczej reagujemy.
Tak samo chcemy. Bliskości, porozumienia.
Home, home again
I like to be here when I can
And when I come home cold and tired
It’s good to warm my bones beside the fire
Mamy jeszcze sporo czasu. Spotkamy się.
Krzysiowi
Tags: kawa, przyjaźń, czas, łzy, centrala, walka, rower
You can comment below, or link to this permanent URL from your own site.
marzec 18, 2008 at 10:29 pm
“Wybuchają czasami gwałtownością liter”. Jej.
Świetnie stylistycznie, literacko.
marzec 18, 2008 at 11:16 pm
bardzo…naprawde bardzo:):*
marzec 19, 2008 at 12:01 przed południem
:-) - cieply
marzec 19, 2008 at 3:10 pm
to jest bardzo dobre zdanie - każda wiara ma jakieś ciało. zapamiętam.
marzec 19, 2008 at 4:20 pm
Od tego zdania zaczęła się cała notka. Przyśniło mi się. :)
marzec 21, 2008 at 2:19 pm
‘Najważniejsze to mieć marzenia - ich spełnienie jawi się jako czysta formalność.’ …zgadzam się z tym:) Bez marzeń nasz świat byłby szary i nudny… marzenia nic nie kosztują!
p.s. śWIETNY TEKST!!!!
marzec 21, 2008 at 6:33 pm
Dziękuję, że czytasz i dziękuję za komentarz Kasiu P! :) Trzy pochlebne komentarze polonistek, jeden pani pedagog i jeden pani psycholog - pod jedną notką. No to jest coś, dzięki wszystkim. :))
kwiecień 9, 2008 at 8:28 pm
Niezłe.A czy te,,gwałtowne litery” nie są Schulz’a? ;) Już gdzieś to czytałam :P
kwiecień 10, 2008 at 9:35 przed południem
No nie wiem, wszystko możliwe. Jeśli tak, to ściągnęłam to nieświadomie. :) Tak czy siak porównanie do Schulza miłe, pozdrawiam.