Koko
Byliśmy tu kiedyś razem, pamiętasz? Chodziliśmy po tych uliczkach i chodnikach, mijaliśmy te same kamienice i te same latarnie oświetlały nam drogę. Na Placu Po Farze rosła tylko trawa, nie wyglądał tak porządnie jak teraz. Na rynku nie było tylu pubów i restauracji, pamiętam tylko jedną, pachnącą wilgocią i lukrem cukiernię w bramie. Kupowaliśmy tam w każdą niedzielę wuzetki, zawijane w szary papier. A przed Bramą Krakowską było nieistniejące już rondo, z którego łapalismy trolejbusy na nieistniejącą już ulicę Szenwalda.
Ja nigdy nie byłam wylewną osobą, nie nazywałam uczuć. Nie płakałam, gdy się przewróciłeś na żwirze i wpadłeś w błoto, rozdzierając sobie skórę na twarzy i rękach do krwi. Potem mnie to prześladowało w snach, to błoto i żwir pod zakrwawioną skórą. Chyba tylko ja mogę ciagle to pamiętać.
Nic nie powiedziałam, gdy przypaliłeś mi niechcący czoło płonącym patykiem, przy okazji zakazanej zabawy w ognisko. Jedna blizna na twarzy więcej czy mniej… Głupio było przyznawać się mamie co zrobiłeś. Zawsze się nawzajem broniliśmy.
A pamiętasz naszą gruszę? Wchodziłeś na sam czubek, ja wolałam dolne, pewne gałęzie. Przesiedzieliśmy na tym drzewie niezliczone popołudnia, objadając się niedojrzałymi gruszkami i rozmawiając o tym co teraz i za chwilę, czego chcemy. Dokładnie to wiedzieliśmy. Graliśmy pod tym drzewem w nogę, kosza, rugby, baseball. Rosły tam wysokie pokrzywy, w które mnie czasem wrzucałeś. Byłeś jedyną osobą, zdolną doprowadzić mnie do histerii, do okazania emocji. Jedyne łzy, które umiałam wtedy z siebie wydobyć, to były łzy złości na Ciebie. I łzy bezsilności, gdy rzucałam się z pięściami, a Ty obezwładniałeś mnie w kilka chwil i uczepiony moich nóg, uniemożliwiałeś mi ucieczkę. Potem robiło się ciemno i trzeba było wracać do domu, na drugą stronę ulicy Sierocej. Zbieraliśmy gruszki, piłki, jabłka i resztki śmiechu, pogodzeni, planując przyszłodniowe łażenie po dachach, penetrowanie bloków w budowie i podkradanie orzechów z drzew - za tym ogrodzeniem na terenie szpitalnym, pamiętasz?
Były jeszcze długie, przytulne wieczory, odpowiednie do tworzenia nowych historii i coraz to nowych zasad gry. Robiliśmy wszystko ze wszystkiego, plastikowe kręgle były granatami, żołnierzyki codzień toczyły epickie bitwy, a resoraki ścigały się po torach z klocków. Powstawały zaprojektowane przez nas gry planszowe, które planowalismy kiedyś opatentować i w ten sposób zarobić na duże zestawy lego. Pływaliśmy łodzią podwodną, boksowaliśmy się, graliśmy w cymbergaja, ping ponga. Wymyślaliśmy wspólnie alternatywne światy, w których potem przeżywalismy przygody w wyobraźni, umilając sobie w ten sposób niejedną nudną podróż.
Odnalazłeś mnie, gdy się zgubiłam. W tamtych dniach cudownie gorących od zabaw albo przenikliwie mroźnych od przemożnej mocy chcenia - w tamtych dniach zawsze patrzyliśmy sobie w oczy. A ja wiedziałam, że mogę zaufać i Tobie, i sobie. Że kiedy się zgubię, to przyjdziesz po mnie. Wiedziałam, że mogę położyć się na ziemi na końcu rzędu dzieciaków, nad którymi skakałeś na rolkach. Byłam spokojna i pewna.
Nikt nie zna mnie bardziej, nikogo nie znam bardziej. To wielka rzecz, jeśli jest dobrze z nami, mimo nagromadzenia czasu i wydarzeń od tamtych dni. I jeszcze większa - że we mnie wierzysz. Jeszcze mocniej niż ja w Ciebie, mocniej niż ja sama…
I tak jak kiedyś - nie pozwalasz mi uciekać przed tym co czuję, ani przed tym czego się boję. Dobrze, że jesteś Mikokołaju. :)

Tags: brat, dzieciństwo, wyobraźnia, zabawa
You can comment below, or link to this permanent URL from your own site.
marzec 21, 2008 at 11:04 pm
Brat to jest wielka rzecz. Jedna z największych. Strasznie się wzruszyłam czytając Twój wpis Julko. Piękne wspomnienia. Pielęgnujmy je aż po kres dni. :)
Ściskam Cię gorąco. :*
marzec 22, 2008 at 12:31 przed południem
że, zawsze wróci po mnie. :-)
(bała bym sie Kupie to powiedzieć, ale tęsknie za nim)
marzec 22, 2008 at 12:33 przed południem
żeby nie było, że tak personalnie, po imieniu:-)
marzec 22, 2008 at 12:28 pm
Spoko Agata, mój cudowny brat bojkotuje tego bloga, więc mogę pisać dowolne rzeczy. :P
marzec 22, 2008 at 3:11 pm
Łał.
…Szkoda że mam tylko siostry :P