Niech to zostanie między nami
Żadne ciasto nie smakuje tak dobrze, jak to wydobyte z kredensu potajemnie, przedpremierowo. Za jedynego świadka wykroczenia robi śpiący kot, więc pozwalam sobie konsumować to cudo na kanapie, w pokoju rodziców. Zresztą, on już nie przy takich rzeczach asystował, a wczoraj widziałam na własne oczy, jak sam próbował dobrać się do półproduktów i umoczył łapę w masie migdałowej. Sekret kuchni, takie rzeczy pozostawiam przymkniętym oczom, pozwalając kotu chodzić swoimi drogami. Myślę, że on ma z każdym z domowników takie tajne sojusze. Szczęściarz.
Sztywna atmosfera chłonie domowe sekrety, spokój i powaga pulsują tajoną nerwowością.
Święto czy nie, Warszawa czy Lublin - jestem w domu sama. Różnica jest taka, że tutaj pełna lodówka i mniej skrzypiące łóżko. Nie wkurzam się świątecznie na rodzinę, dystansuję się. Jasne, że każdy musi radzić sobie sam, jasne, że w codziennym życiu polegam na przyjaźni, a nie pokrewieństwie. Rodzina odświętna, rodzina od święta zasiada przy jednym stole. Mamy mało czasu i wcale go nie wykorzystujemy. Jest tu gdzieś sympatia, miłość i przywiązanie. To taki aksjomat: jesteśmy wzorową rodziną. Tylko czemu ja jestem nieoswojonym gościem?
Idealna, kochająca się rodzina. Rodzice odnoszący sukcesy, ciężkopracujący, wzorowi konsumenci. Ulegający wszystkim prośbom swoich dzieci, bo przecież je kochają. Pierworodny syn, piątkowy student prawa, zaradny, przystojny, w stałym związku z dziewczyną. Wszyscy bez nałogów, wszyscy oczytani, kulturalni. Jutro usiądę z nimi przy śniadaniu i będą mi życzyć wszystkiego dobrego.
Idealne warunki, żeby napomknąć o moim życiu. O uzależnieniu od netu i kawy, o moim bezprzyszłościowym myśleniu o studiach, o romansach z żonatymi facetami i nieżonatymi kobietami. O piciu wódki z przyjaciółmi i zabawach przy Czarnej Mszy tudzież Martwych Płodach. O pozbywaniu się pieniędzy na prezenty dla ludzi i na pociągowe wojaże po kraju. O spędzaniu dni w pozycji horyzontalnej.
Ale nie, nic takiego nie powiem. Bo też jestem oczytana i kulturalna. W tym domu tylko kot nie jest.
Szczęściarz.
Tags: atmosfera, kot, miłość, rodzina, święta
You can comment below, or link to this permanent URL from your own site.
marzec 22, 2008 at 8:27 pm
Jesteś sobą, a to najważniejsze. Najpiękniejsze.
marzec 22, 2008 at 10:31 pm
To o nieżonatych kobietach mnie interesuje ;)
Takim kotem to dobrze być.
marzec 22, 2008 at 11:09 pm
Presja domowej wzorowości i moje barki obciąża, heh… zawsze powielam zachowanie się przy stole i kurcze zawsze wychodzi dobrze, ale co robić, kiedy tam gdzie dobrze być sobą - jest się ledwie siebie marną kopią. Tak czy inaczej więcej Czarnej Mszy i tego typu odkryć:) dla takich chwil warto się golić;)
marzec 23, 2008 at 1:11 pm
I ja mam podobnie :) Ale Mag prawdę mówi, najważniejsze to być sobą i nieważne co inni o tym myślą. Nie ma po co udawać ;)
marzec 24, 2008 at 1:11 pm
Doskonale napisane … Tak by się pragnęło : niestłumienia, wyzwolenia, głębi, jakości- wszędzie, dookoła.
Znam domy bliskie prawdziwie i wiem, że można taki stworzyć :*.
marzec 24, 2008 at 1:31 pm
Przydałoby się mniej sztywności. Ale i tak cenię sobie to co mam.
Dziękuję Wam za komentarze. :)
marzec 24, 2008 at 9:58 pm
Oj tak tak. Koty mają dobrze. 1 jest uprzywilejowany, 2 głaszczę, a trzeci ma brzydkie oczy. wszystkie mi wchodzą na głowę.
A ja czasem bym chciała, żeby mnie ktoś przycisnął i trochę więcej ode mnie wymagał. le przynajmniej jestem rodzinnym pajacem, mówiąc że nie wiem w jakiej kolejności kładzie się sztućce, do ryb, deserów czy sałatek. fuj!
marzec 28, 2008 at 9:28 przed południem
Mam kota.