Dziecięce rymowanki innego lata
Zanurkowałam na samo dno źrenic i poznałam smak twojej rzęsy
.
Jest letnie popołudnie. Za oknem świeci słońce i słowik to, a nie skowronek dogorywa. Ktoś chce już iść, bo dzień się wspina raźnie na ulicy Żytniej szczyty. Odwracam zegary, nie odbieram telefonów. Koncentruję się na priorytetach. Na odczuwaniu, na patrzeniu. Na marzeniu. I na słuchaniu - w dalszej kolejności. Ciebie, o Tobie, dla Ciebie.
Podaję filiżankę w służbie miłości. Kawa jest dobra, filiżanka ulubiona. Nawet unoszący się w powietrzu rak nie psuje mi tego. Spijam, smakuję ten obraz: kobieta na krześle, przy parapecie. Niech mówią co chcą, ale umiejętność siedzenia w tym wypadku opanowana jest do perfekcji.
Ty na górze, ja na dole. Robimy to z widelcem, ale przy wpychaniu kłuje. Udaje się nam wreszcie z łyżką, z driady Nicolette tryska na Twój biust wino. Do czego to (wino) doszło!
Srożą się opowieści o facetach i człowieku-lolu-agresorze (przed tymi ostatnimi chowam się z nieopanowanego śmiecho-strachu pod kołdrę). Wskazówki zegarów przyspieszają, ubywa makowca i zaczynam kreślić na podłodze przykazania. Pierwsze: nie unikaj seksu. Ale od przykazań są wyjątki. Przykład. Facet, który robił to naćpany, przez kilka dni, z kobietą znalezioną w rowie. Unikać. Ciepła, piękna, utalentowana, wrażliwa kobieta, śpiąca na łóżku tuż obok. Nie unikać.
Tylko że wbrew pozorom ta druga opcja wymaga o wiele większej ostrożności, spokoju, opanowania. Więcej mądrości. Więcej.
Zamykam oczy, bo Ci ufam. Bo pachniesz sobą, bo mówisz o swoich paranojach i śmiejesz się z mimowolnych świństw. Bo starasz się. Bo już tworzymy coś pomiędzy, już narzucamy słowom, gestom, piosenkom własne znaczenia. Bo czuję się dobrze w tym momencie. Bo kocham piękno i serdeczność. I chcę je mieć jak najbliżej siebie.
Za oknem letnie słońce i zimowa śnieżyca. A wiosna kiełkuje w okolicach mostka, w niebieskich tęczówkach i włosach zmieniających orientację. Czuwałam nad filozofią tych zjawisk całą noc. Teraz owijam i balsamuję się Twoją obecnością.
Goszczenie przyjezdnych to dla mnie Pestka. I to ja dziękuję.
Tags: kawa, kobieta, lato, piękno, seks, wiosna, włosy, śnieg
You can comment below, or link to this permanent URL from your own site.
marzec 26, 2008 at 9:02 pm
Najważniejsze zawsze pozostanie to samo. Trzymam kciuki - za to samo. :)
marzec 26, 2008 at 9:29 pm
:)
marzec 29, 2008 at 4:24 pm
Jeśli to spotkanie tak odbiło sie w Tobie - to pięknie. :)
Uwielbiam wpadać w takie zakrzywienia czasoprzestrzeni, ale to da się zrobić tylko w odpowiednich okolicznościach, których kompletnie nie da się odtworzyć z premedytacją. Zakrzywienia te nie są powtarzalne, każde z nich jest różne od siebie. To przeczy zasadzie niesprzeczności. To jest niedorzeczne. …I dzięki temu megazajebiste. :D