Lat dwadzieścia
Obudziłem cię? Telefon. Kurde, wróciłam do domu przed czwartą. Impreza? No tak, dzisiaj będę już grzeczniejsza. O której tam idziemy? Do zobaczenia.
Łazienka, woda na twarz. Pranie, bo czysta została już tylko różowa bielizna. Net nie działa. Komp się zawiesił. Empecza nie chce się włączyć. Made in china, wiadomo. Imperialistyczne świnie łamiące prawa człowieka. I deszcz zaczął padać. Leżę, analizuję wczorajszy dzień i fakt, że mój tryb życia niektórych dziwi.
To, że czuję wielką potrzebę bycia z ludźmi. (Call me up before your dead, we can make some plans instead) To, że można jednego dnia spotkać się z kilkoma osobami, obejść całe Powązki i cmentarz ewangelicki (najpierw dookoła, potem wszystkie alejki w środku), okrążyć parę razy plac Wilsona, zwiedzić wszystkie wyglądające przyzwoicie puby w poszukiwaniu wolnego miejsca i wracać późną nocą autobusem wypełnionym podobnymi sobie ludźmi - z oczami przyćmionymi dymem, alkoholem i początkiem weekendu.
Średnio inspirujące. Chyba jednak.
Ostatnio znowu obudziłam się w ubraniu. Ostatnio znowu piłam piwo. Ostatnio znowu musiałam przygotować się na rozczarowanie, stłumić napędzające mnie do życia porywy serca. Pozostawiać niedomówienia, o które się teraz potykam. (do it for the living and do it for the dead do it for the monsters under your bed)
Jestem niedojrzała. Raczej na pewno.
Moja najlepsza Przyjaciółka kupiła sobie ogromnego, dojrzałego arbuza. Pytam po co jej aż tyle, bo chyba nie da rady tego zjeść. A ona mówi mi chcę go, bardzo lubię arbuzy, bardzo lubię Dużo. (life is a highway and I’m gonna ride it ) Bardzo podziwiam.
Obudziłem cię?
Nie tak nie wiem.
Boję się, boję snów
I wiosny i jej bzów!
Jak to było? Jak to było?
Że tak nam łatwo było żyć?
Jak to było? Nie, nie było!
Nie, wcale tak nie mogło być!
Tags: wiosna, Janda, Juno, piwo, made in china
You can comment below, or link to this permanent URL from your own site.
kwiecień 12, 2008 at 6:26 pm
dym, alkohol, piątek :)czemu nie?
kwiecień 12, 2008 at 7:59 pm
dym, alkohol,piątek :)czemu nie?
kwiecień 12, 2008 at 8:02 pm
Żyłam niegdyś nocnym trybem, półpijanym, rozkrzyczanym, zadymionym. Czułam już wtedy, że Życie Jest Gdzie Indziej, lecz napewno na tamten czas to było dobre: chłodne noce rozbudzone, gwiazdy we włosach, chwili młodość z kości i krwi -co nie ustoi w miejscu zbyt długo… Chwilą zachłystanie się, wydobywanie z niej co się da. Tak, to jest potrzebne…
Doświadczenie warte zagłębienia się w nim, ale dla mnie niewystarczające jednak ograniczające jeśli trwa, za długo trwa…
kwiecień 12, 2008 at 8:03 pm
to jest - Julio - naprawdę pięknie napisane……….
kwiecień 13, 2008 at 12:58 przed południem
Kac, po prostu. Życiowy bardziej.
kwiecień 13, 2008 at 10:28 przed południem
Więc nie tylko ja łażę po Powązkach…
kwiecień 13, 2008 at 8:17 pm
Żyję na kacu? Na kacu czuję, że żyję? ;P
Nie, nie życiowy. Noc jeszcze m ł o d a.
Cywilne Powązki to piękne, wyciszające myśli miejsce. Korzystam z tego piękna i spokoju tylko w wyjątkowych momentach, pewnie dlatego się jeszcze nie spotkałyśmy. :)
kwiecień 14, 2008 at 7:59 przed południem
Różowa bielizna jest jedyną słuszną! :P
kwiecień 14, 2008 at 12:12 pm
dym, alkohol,piątek :)czemu tak?
kwiecień 14, 2008 at 12:12 pm
Też dlatego noszę :P (Przeczytałem :)
kwiecień 14, 2008 at 3:03 pm
“Doświadczenie warte zagłębienia się w nim, ale dla mnie niewystarczające jednak ograniczające jeśli trwa, za długo trwa…”
Zapomniałam to poprzednio napisać. Racja. :)