Marzenie o rzęsie odbitej na powiece
Sprowadzanie kawałków życia do sekwencji algorytmów zachowań, zaprogramowanych przez geny i wychowanie. Patrzenie na to co przeżywam w ten sposób? Co wybierać: udoskonalanie kierowania swoim losem poprzez naukę teorii i praktyki psychologii, czy świadome pakowanie się w ryzykowne, nierozsądne, potencjalne niezdrowe, wymagające poświęcenia, wywołujące łzy i - po prostu zachwycające - sytuacje? Jak łatwo się domyślić, ciągle spoziera na mnie mocniej ta druga opcja. Ale.
Jestem w tym miejscu nieco zagubiona. Czas nie zachowuje się normalnie. W jedną noc doświadczam siebie za całe tygodnie. Zdobywam wszystko, ale zdobywam nie tak jak chciałam. Co po chwili przestaje mieć znaczenie, zostaje zatarte przez konieczność zmierzenia się z sytuacją rodem z koszmarnego snu a’la pobudka około czwartej nad ranem na imprezie zainscenizowanej przez Warhola z dialogami Tarantino. Taka prowokacja, policzek, który bez ostrzeżenia łączy surrealizm chwili z wymaganiami bycia kimś wartym patrzenia sobie w oczy. Jak na to zareagować, co się mówi patrząc z bliska na ból? Mówię, bezwiednie powtarzam słowa z ukochanego filmu, mówię
- ale tu pięknie.
Musi tak być po wyjściu z podziemi, w których wampiry odgrywają role prawdziwych ludzi. Jest szósta rano, znalazłam tylne wyjście z Zezowatego Szczęścia. Jestem za duża, żeby nabrać się na stawianie pozorów bycia kimś więcej niż obleśnym wampirem, które to pozory doprawia się alkoholem. To jest inne środowisko, to nie wasze środowisko - słowa dowodzące, że w najgorszym koszmarze może znaleźć się człowiek rozumiejący sytuację i potrafiący wyprowadzić za rękę do wyjścia.
Nie muszę jeść obiadów, nie muszę być z silnym facetem. Muszę pozwalać sobie na spełnianie marzeń. Zaraz i natychmiast, a nie kiedyś tam, a więc nigdy. Bo dzięki temu teraz jest pięknie.
Znowu przesunęłam granicę niespełnienia dalej.
Chodzę po Warszawie, chaotycznie, bezcelowo błąkam się po Torwarze. W kawiarniach piszę listy i jem kawałki serników, patrzę na powiślańskie kaczki, odprowadzam przyjaciół na zajęcia i spotykam ich w drodze na fastfoodowy obiad. Synchronizuję z przyjaciółmi chęci i spaceruję po Filtrach robiąc zdjęcia przedwojennym domom i nieprzeciętnie estetycznie wyglądającym studentkom medycyny. To ostatnie w połączeniu z dywagacjami na temat konsekwencji moich wyborów. Aż się chce krzyczeć. And I guess that I just don’t know. And I guess that I just don’t know.
Po obejrzeniu sztuki o pułapce na samotnego mężczyznę wracam do domu. Skrzynka na listy pusta, skrzynka na mejle pusta. Lodówka pusta, nie mam nawet jak rozlać mleka, żeby sobie popłakać.
Śni mi się, że szukam dwudziestocentymetrowej, czarnej, drewnianej lufki do papierosów w warszawskich sklepach. Tracę siły.
Nie mam pieniędzy. Rozsypały mi się chęci. I domyślam się, że po prostu nie wiem.
Po prostu nie wiem.
Tags: impreza, kawa, listy, przyjaciele, psychologia, sen, spacer, wybór
You can comment below, or link to this permanent URL from your own site.
kwiecień 23, 2008 at 11:20 przed południem
Deklaracja “wiedzenia” to Przejaw Pychy Największej(narów-wszystko z czy się muszę para-zawodowo stykać co najmniej trójliterowym skrótem po oczach bije; stąd te dioptrie). Mądrzej mówić “nie wiem”.
P.s. Zaproszenie na obiad w najbliższej przyszłości załączam. Albo mleko;]
kwiecień 23, 2008 at 12:46 pm
Nie wiem - to tylko stan przejściowy między zaraz i natychmiast. Na pewno. :)
kwiecień 23, 2008 at 4:27 pm
A rzuć to wszystko w cholerę i zacznij wypasać lamy, tak jak ja ;)
kwiecień 23, 2008 at 6:45 pm
Lamy? Hyh, szukają motorniczych do warszawskich tramajów… może to? Albo buszowanie w zbożu, tak chyba jednak buszowanie. ;)
kwiecień 23, 2008 at 10:40 pm
Buszowanie? Ostatnio otwarte na losowej stronie skończyło się na pobicie przez Alfonsa, bo zażyczył sobie podwójnej stawki za dziwkę.
Takie skojarzenie :P
kwiecień 23, 2008 at 11:13 pm
No ja też dostałam po buzi w ten weekend. ;) Mocna scena, mocne skojarzenie Mat. :)
kwiecień 24, 2008 at 4:35 pm
Zresztą i tak nad rozlanym mlekiem nie ma co płakać…
Lepiej zrobić sobie filiżankę kawy, wyjrzeć za okno i… No właśnie? W miejsce kropek wstaw co tylko chcesz… W końcu marzenia są po to, by je spełniać…
kwiecień 24, 2008 at 10:16 pm
czytam, podziwiam cały czas.
tego ‘Warhola’ to ja kiedyś załatwie.tak bum cyk cyk, na amen.
kwiecień 30, 2008 at 8:45 pm
czas to pojęcie względne. chciałoby się żeby każdy czas był czasem dobrym i mile wspominanym, szkoda, że tak się nie da ;)