Bumelanctwo
Co za zwyczaj! Chodzić na poranne przedstawienia teatralne i objadać się słodyczami, ciastami, ociekającymi słodkością owocami. Takie na przykład wydrążone jabłko, kipiące rozgrzanym, płynnym cukrem. Upieczone rzecz jasna. Mniam.
Co oczywiśnie tutaj nie jest możliwe. Nie ma porannych przedstawień teatralnych.
Nie ma objadania się w teatrach.

Chrzanić takie miasteczko - rzekła wkurzona deczko. Tak śpiewa Czesław Śpiewa. W delikatnym nastroju najlepiej mi się słucha panów melancholików, którzy są nimi, bo “smutne jest ciekawsze niż bezmyślnie wesołe” (zbudziłam się nie było źle i jajecznicaaaaa). Nie moje słowa, tylko poety z Lublina.
Bo to by było niedelikatne.
Tym razem wiedziałam, kto zabił. To nie było takie trudne, aktor wszystko zaaranżował. Może jednak jestem inteligentna? Kilkugodzinne badanie tegoż ważnego wskaźnika nie zawierało niestety tego rodzaju zagadek. Najlepiej mi szło liczenie klocków i pytania z przystosowania do życia z ludźmi. (Ha! I gdzie są problemy adaptacyjne pani lekarz?) Przy zadaniach “głupszych”, ze względu na ból głowy i światłoczułość oczywiśnie, wyrwało mi się parę słów z nadwagą, na tyle ciężkich, że pani testerka była zmuszona pominąć je w notatkach dotyczących mojego zachowania przy badaniu.
Jesteś git i wcale nie musisz się zmieniać.
Głowa boli. Oczywiście, że masz rację. Życie pełne jest udręki. Przyjemnie tego słuchać. Przez noc zaszła jakaś dehydratacja, pierwszy łyk soku pomarańczowego jest w takich warunkach jak pierwszy oddech po podtopieniu. Podtopiłam się w nocy. Tłem był akuratny koncert i Nosferatu, aktorami przypadkowi, miasteczkoakademiccy studenci i pani w monoplowym, bezprzykładnie łajająca swoją klientelę słowami
Dlaczego wy nigdy nie mówicie pełnymi zdaniami???
Brawo dla tej pani, może nauczy czegoś bumelantów.
Tags: bumelant, inteligencja, kac, studenci, teatr, testy, truskawki
You can comment below, or link to this permanent URL from your own site.
maj 13, 2008 at 11:09 pm
Pełne zdanie to nic, dobra składnia - to jest coś, co prawdziwie się liczy! ;P
Oh, nabrałam ochoty na pieczone jabłka… Pieczone jabłka, raz!
No i oczywiśnie jesteś najlepsza. Na legalu! :)
maj 14, 2008 at 5:12 przed południem
Gorące jabłko z dziurką. Hmm… ;)
maj 15, 2008 at 7:22 pm
życie jest pełne udręki. dzisiaj się zgadzam. Kicia uciekła, tym razem chyba na dobre ;(