Subtelne niespełnienia
Trzecia noc prawie nieprzespana. Między czwartą a piątą snuję się po mieszkaniu jak duch, myśli natrętne. Więcej niż zwykle zmyślam, udaję że coś wiem, chodzę w zimnie i słońcu, strasznie marudzę, czytam wszystko tylko nie to co powinnam. Dozorca zamiata śnieg ze schodków nogą i informuje mnie, że wiosna idzie. Uśmiechamy się na ten początek dnia, kolejnego styczniowego dnia. Wieczorami spowiadam się z moich zabaw, w jakiś dziwny, inny niż zaplanowany sposób. Znowu byłam na imprezie, znowu sama. Nikt z moich znajomych nie chciał iść. Poznałam dzięki temu nowych ludzi. Piliśmy w jakimś barze, oni byli bardzo nietypowi. A przynajmniej chcieli tacy być. Dwie dziewczyny i chłopak, młodsi ode mnie. Rozmawialiśmy o sztuce, piliśmy piwo i cośtam. Oni chcieli poznać jakieś nowe, ezoteryczne miejsca. Powiedziałam, że wiem, gdzie niedaleko jest taki klub i znam tam właścicieli. Popatrzyli na mnie z podziwem i zawinęliśmy się. Klub przypominał trochę lubelską Tekturę, tyle że był mniejszy. To znaczy było to po prostu kilka połączonych mieszkań w kamienicy, w niezbyt dobrym stanie. Odpadający tynk, zniszczone meble, rdza. Wpuścił nas kolega poznany innego podobnego wieczoru. Było mało ludzi, paliły się świeczki. Ktoś pił, ktoś grał na instrumencie, ktoś śpiewał. Zaprowadziłam moich nowych znajomych na górę. Jakoś tak między parterem a piętrem staliśmy się towarzyszami, bliskimi sobie ludźmi – bo zjednoczonymi wstępowaniem w nieznane.
Byli trochę pijani, byliśmy trochę nieprzytomni. (Kiedy cierpisz na bezsenność, nigdy tak naprawdę nie zasypiasz i nigdy tak naprawdę się nie budzisz.) Na piętrze było kilka pustych pokoi. Weszliśmy do najmniejszego, gdzie stało tylko jedno wielkie łóżko, a na ścianach wisiały dziwne obrazy. Twórczość stałych bywalców. Położyliśmy się na łóżku i rozmawialiśmy o sztuce, piliśmy piwo i cośtam. W pokoju było dość jasno przez latarnię za oknem. Leżałam z brzegu, koło jednej z dziewczyn. Uśmiechała się. Tamci zajęli się zdejmowaniem spodni i sobą, my się przytuliłyśmy. Miała bardzo gładką skórę, długie jasne włosy. Była młoda i ciepła. Objęłam ją mocniej, ale mnie powstrzymała. Chciała tylko spać. I chyba faktycznie po chwili zasnęłyśmy, dzieląc się bliskością. Czułość okazana obcej osobie, to jak czułość okazana samej sobie.
Rano przez długą chwilę zastanawiałam się gdzie jestem. Świeciło słońce. Był styczeń, a ja byłam spóźniona na moje egzaminy. Przeczesałam włosy palcami, starając się ugasić niepokój w sercu. To tylko egzaminy. Potem demonstracja i kolejne wyjścia w nieznane. Jak się nie uda, spróbuję jeszcze raz. I jeszcze raz i jeszcze.
A kiedy się Ciebie pyta co to jest magia, to twierdzisz, że w zasadzie nie znasz odpowiedzi na to pytanie. Żartownisia!
Bo moje twierdzenia czasem uzależniam od tego, co kto chce usłyszeć. Umiejętność trafiania w cudze potrzeby jest bardzo pożyteczna. ;)