Gotta do more! Gotta be more!
***
To przykre, ale dowcip polega na tym, że dobre rzeczy zdarzają się człowiekowi, tylko jeżeli jest dobry. Dobry? Raczej idzie mi o “uczciwy”. Nie uczciwy tak po prawnemu - obrabowałabym grób, skradła pieniążki z oczu nieboszczyka, gdybym uważała, że to się przyczyni do przyjemnego spędzenia czasu - ale uczciwy wobec samego siebie. Można byc wszystkim, byle nie tchórzem, nie blagierem, nie emocjonalnym draniem albo kurwą. Wolałabym mieć raka niż nieuczciwe serce. Co wcale nie jest bigoterią. Tylko praktycznością. Od raka można wykitować, ale od tamtego na pewno.
“Śniadanie u Tiffany’ego”
Truman Capote
***
Czy nie rozumiałaś, że ogarniała mnie melancholia?
Too-tiki wzruszyła ramionami.
- Wszystko trzeba odkryć samemu - powiedziała. - I również
przejść przez to zupełnie samemu.
“Zima Muminków”
Tove Jansson
***
Niemniej postawa Joka wydaje mi się w jakimś sensie nonszalancka. Mam na myśli to, o czym mówiliśmy: że się tylko żyje. Przecież żyje się i tak, niezależnie od wszystkiego. Według mnie chodzi o to, żeby to mnóstwo ważnych, bardzo istotnych rzeczy, które każdego z nas stale otaczają, umieć przemyśleć, przeżyć, zdobyć. Tyle jest najrozmaitszych możliwości, że włos mi się jeży na karku, gdy o nich pomyślę. A w samym środku tego wszystkiego siedzę ja - i jestem oczywiście najważniejszy.
“Pamiętniki Tatusia Muminka”
Tove Jansson
***
Czyżby przypadki, poza tym, że się zdarzają, że istnieją - również coś mówiły? Nie muszę chyba podkreślać, że jestem na wskroś racjonalistą. Ale widocznie zostało we mnie coś z irracjonalnych zabobonów, choćby na przykład owo dziwne przeświadczenie, że wszystkie wydarzenia, które mnie w życiu spotykają, mają ponadto jakiś sens, że coś znaczą; że poprzez te wydarzenia życie mówi coś o sobie, że stopniowo zdradza nam jakąś swoją tajemnicę, że stoimy przed nim jak przed rebusem, który trzeba rozwiązać, że przygody, jakie przeżywamy, są mitologią tego życia i że w owej mitologii znajduje się klucz do prawdy i do tajemnicy.
Milan Kundera
***
Chcę bawić się z tobą w chowanego i pożyczać ci moje ubrania i mówić ci że podobają mi się twoje buty i siedzieć na schodach kiedy się kąpiesz i masować ci kark i całować ci stopy i trzymać się z tobą za ręce i wychodzić na kolacje i pozwalać ci jeść ze swojego talerza i spotykać się z tobą w knajpce U Rudy’ego i rozmawiać jak minął ci dzień i przepisywać na maszynie twoje listy i przenosić twoje pudełka i śmiać się z twoich obsesji i dawać ci taśmy których nie będziesz słuchać i oglądać dobre filmy i oglądać złe filmy i narzekać na programy radiowe i robić ci zdjęcia kiedy śpisz i przynosić ci do łóżka kawę z baglami i ciasteczkami i chodzić do Florenta i pić kawę o północy i pozwalać ci kraść moje papierosy i nie znajdować zapałek i opowiadać ci o programach w telewizji które widziałam poprzedniej nocy i brać cię do okulisty i nie śmiać się z twoich dowcipów i pragnąć cię rano ale nie budzić cię jeszcze i całować twoje plecy i gładzić twoją skórę i mówić ci jak bardzo kocham twoje włosy twoje oczy twoje usta twoją szyję twoje piersi twoją dupę twoją i siedzieć na schodach paląc papierosy aż twoi sąsiedzi wrócą do domu i siedzieć na schodach paląc papierosy aż ty wrócisz do domu i smucić się kiedy wracasz późno i dziwić się kiedy wracasz wcześnie i dawać ci słoneczniki i chodzić na twoje imprezy i tańczyć do upadłego i przepraszać kiedy robię źle i cieszyć się kiedy mi wybaczasz i oglądać twoje zdjęcia i żałować że nie znałam cię wcześniej i słuchać jak mówisz mi do ucha i czuć twoją skórę na mojej i bać się kiedy się złościsz i jedno twoje oko robi się czerwone a drugie niebieskie i włosy spływają na lewą stronę a twarz jest tak orientalna i mówić ci jaka jesteś wspaniała i obejmować cię kiedy jesteś smutna i przytulać cię kiedy tego nie chcesz i skamleć kiedy mam na ciebie ochotę i skamleć kiedy jej nie mam i lizać twoje piersi i okrywać cię w nocy i marznąć kiedy zabierasz cały koc i umierać z gorąca kiedy go nie zabierasz i czuć ciepło kiedy się uśmiechasz i rozpuszczać się z gorąca kiedy się śmiejesz i nie rozumieć dlaczego myślisz że cię odrzucam jeśli cię nie odrzucam oburzać się jak możesz myśleć że cię odrzucam i zastanawiać się kim naprawdę jesteś ale i tak cię akceptować i opowiadać ci o leśnym duszku który przepłynął przez ocean ponieważ cię kochał i pisać dla ciebie wiersze i zastanawiać się dlaczego mi nie wierzysz i kochać cię tak bardzo że nie można tego wyrazić słowami i kupić ci kotka o którego będę zazdrosna ponieważ poświęcasz mu więcej uwagi niż mi i zatrzymywać cię w łóżku kiedy musisz już iść i płakać jak dziecko kiedy już pójdziesz i wyrzucić fifki do marihuany i kupować ci prezenty których nie lubisz i zabierać je z powrotem i prosić cię o rękę chociaż i tak znowu powiesz nie bo chociaż myślisz że nie mówię tego na poważnie to zawsze mówię to na poważnie i chodzić po mieście myśląc jakie jest puste bez ciebie i chcieć tego samego czego ty chcesz i myśleć że przestaję być sobą ale wiedzieć że przy tobie nic mi nie grozi i opowiadać ci o tym co we mnie najgorsze próbować ci dawać to co we mnie najlepsze ponieważ nie zasługujesz na nic gorszego i odpowiadać na twoje pytania kiedy wolałabym tego nie robić i mówić ci prawdę kiedy akurat tego nie chcę i próbować być szczerą bo wiem że ty tak wolisz i myśleć że wszystko już skończone ale pozostawać jeszcze tylko przez dziesięć minut zanim wyrzucisz mnie ze swojego życia i zapominać kim jestem i próbować zbliżyć się do ciebie bo poznawanie ciebie jest wspaniałe i warte wysiłku i mówić do ciebie fatalnie po niemiecku i jeszcze gorzej po hebrajsku i kochać się z tobą o trzeciej nad ranem i jakoś jakoś jakoś przekazać ci część nieprzepartej niegasnącej przygniatającej bezwarunkowej przytłaczającej wzbogacającej rozwijającej nieprzemijającej nieskończonej miłości do ciebie.
“Łaknąć”
Sarah Kane
***
Wiele w życiu “musimy”. Ale nie musimy czynić zła. A jeśli nawet jakaś siła, jakiś strach zmusza nas do czynienia zła, to nie zmusi nas do tego, byśmy tego zła chcieli. Tym bardziej nie zmusi nas do tego, abyśmy trwali w tym chceniu. W każdej chwili możemy wznieść się ponad siebie i zacząć wszystko od nowa.
Józef Tischner
***
Niech myślą, co chcą, ale nie miałem zamiaru się utopić. Zamierzałem płynąć, dopóki nie utonę – a to nie to samo.
Joseph Conrad
***
- Chciałem powiedzieć - wyjaśnił z goryczą Ipslore - że na tym świecie jest chyba coś, dla czego warto żyć. Śmierć zastanowił się przez chwilę. KOTY, stwierdził w końcu. KOTY SĄ MIŁE.
Terry Pratchett
***
W tym kraju ludzie nie cenią sobie poranka. Budzą się gwałtownie na dzwonek budzika, który druzgoce ich sen jak cios siekiery, i od razu stają się niewolnikami żałosnego pośpiechu. Niech mi pan powie, cóż może być wart dzień, który zaczyna się od takiego aktu przemocy? Co musi dziać się z ludźmi, którzy co dzień za pomocą budzika doznają miniaturowego elektrowstrząsu? Każdego dnia przyzwyczaja się ich do przemocy, każdego dnia oducza się ich od rozkoszy. Proszę mi wierzyć, że o charakterze ludzi decydują ich poranki.
“Walc pożegnalny”
Milan Kundera
***
Jesli powstrzymałem sie od jakiegoś uczynku, o którym wiedziałem, ze jest zły, lecz przyniósłby mi korzyści - to nie dlatego, że tak silną mam wolę, że tak przyzwoity ze mnie człowiek, albo tak wielka we mnie bojaźń Boża, jeno z tej absolutnej pewności, iż w przyszłości, ze godzinę, za dzień, za rok, zapłacę za ów czyn nieporównywalnie wiekszą cenę nerwów, strachu, goryczy, wstydu.
“Czarne oceany”
Jacek Dukaj
***
Trzeba kochać życie wcześniej niż jego sens.
Fiodor Dostojewski
***
Jeśli chcesz zbudować statek, nie zbieraj ludzi by rabali drwa i ostrzyli narzędzia, ani też nie przydzielaj robót i nie rozdawaj zadań. Naucz ludzi tęsknoty za bezkresnym morzem.
Antoine de Saint-Exupery
***
Świat Sarah Kane zbudowany jest z lęku, że nasza ludzka niedoskonałość zostanie obnażona. Że zostaniemy odrzuceni, bo sami nie umiemy pojąć i zaakceptować swoich wyborów i decyzji dotyczących miłości. Bo sami czytamy w sobie fałsz. Bo sami sobie nie wierzymy. Bo jesteśmy chorzy na brak miłości. Bo tracimy ją lub zatracamy się w niej. Bo jesteśmy niezdolni do kochania. Czy to czyściec? Raczej piekło ludzkiego umysłu, w którym jesteśmy skazani na samotność. Nie ma stąd wyjścia.
Boję się wyobraźni Sarah Kane, która ustawia kolejne piętra międzyludzkich relacji w poszukiwaniu miłości, nie cofając się przed niczym. Boję się chorobliwego idealizmu i radykalnej pewności, z którą stwierdza: nie, to nie jest miłość, to też nie, i to także. Boję się jej bezwzględności, nawet jeśli urodziła się ona z lęku.
“Oczyszczeni. Gdzie jest miłość?”
Ewa Obrębowska-Piasecka
***
Dziewczynka, gdy stanie się kobietą, będzie wiedziała, jak poruszać się w świecie. A w szczególności zrozumie, że gdy ją boli, to tak naprawdę nie boli. Gdy jej się chce, to tak naprawdę jej się nie chce, a gdy nie chce, to właśnie chce. Gdy płacze, to histeryzuje i jest niewdzięczna. Gdy się na cos nie zgadza, to jest wredna i cyniczna. Gdy się cieszy, to się wygłupia, albo jest pijana. Gdy chce ładnie wyglądać, to się mizdrzy, a gdy się kimś zainteresuje, to się puszcza. Gdy się wstydzi, to jest głupia, a gdy się nie wstydzi to jest bezwstydna. Gdy się przy czymś upiera, to przesadza, a gdy się nie upiera, to nie wie czego chce. Jak kocha, to jest naiwna, a jak nie kocha, to jest zimna. Gdy ma ochotę na seks, to jest suką, a gdy nie ma ochoty na seks, to też jest suką. Jeśli chce być kimś - to znaczy, że przewróciło się jej w głowie, a jak nie chce być kimś, to jest głupią kurą. Jeśli jest sama, to znaczy, że nikt jej nie chciał, a jeśli jest z kimś, to znaczy, że cwana. Wtedy też będzie wiedzieć, że gdy dostaje furii - to jej się tylko tak zdaje. W każdym razie, może być pewna, że nie ma żadnych prawdziwych powodów do gniewu i powinna udać się po poradę do psychoterapeuty.
Wojciech Eichelberger
***
Używki? Nie pomogą w wyzwoleniu samego siebie. Ludzie mogą. Używki nie dadzą satysfakcji i radości z dobrego uczynku tylko krótką samozwańczą siłę. Obłudną. Tą, która znika. A ludzie, którym damy coś z siebie, choćby dobre słowo, maleńki uczynek czy uśmiech - Oni będą. I jeśli nawet po naszym dobrym geście piętnastu zapomni to chociaż jeden na pewno będzie pamiętał. Czy nie warto? Warto. Każdy z nas ma życie, w którym może tkwić tak mnóstwo bólu, że wydaje się, iż to piętno nigdy nie odejdzie, że szczęście nigdy nie przypadnie nam w udziale… Ale można z tym bólem żyć. Tylko trzeba go czymś zaskakiwać. Gestem, słowem i uśmiechem. Pokazać, że boli, ale się nie poddamy…
Jeśli zrobisz głupstwo - będę smutna. Jeśli zrobisz sobie krzywdę - będę zła. Bo zależy mi na Tobie. Bo w tej chwili moja Siostra oddałaby kilka lat życia, gdyby je miała, za pójście na spacer. Ona nie ma tych lat. A Ty masz wiele więcej. CZAS, którego Jej zabrakło.
Pozwólcie mi uwierzyć, że moja Siostra traci życie, by ktoś, na przykład Ty, miał swoją kolejną szansę. Nie zawiedź Jej… mnie… Bliskich… Nie mówcie, że ‘jakaś dzierlatka poucza, nie znając mnie zupełnie i się mądrzy’. Ależ ja znam! Jesteś Człowiekiem, który tak jak wszyscy potrzebuje bliskości, ciepła i miłości. Nim właśnie jesteś. Jesteś człowiekiem, który zapada się czasem w sobie. Ale nie każdy ma szansę. A Ty ją masz.
Daję ją teraz. Z pozwoleniem mojej Siostry ofiarujemy te wszystkie lata, które Ona mogłaby mieć. Minuty, w których uśmiechałaby się do ludzi. Godziny, w których rozmawiałaby ze swoją rodziną, dni, które mogłaby spędzać ze znajomymi, czas, w którym mogłaby pogłaskać po głowie dzieci, zaszaleć z psem i komuś pomóc w najmniejszy nawet sposób.
Weźcie ten CZAS.
“NoName”
Paula
***
Tam drobnym kroczkiem wychodziła spętana trenem sukni niejaka Magda Wang i oświadczała z wysokości ściągniętego dekoltu, że kpi sobie z męskiej stanowczości i zasad, i że jej specjalnością jest łamać najsilniejsze charaktery. (Tu ruchem nóżki układała tren na ziemi.) W tym celu istnieją metody, ciągnęła przez zaciśnięte zęby, niezawodne metody, nad którymi nie chce się rozwodzić, odsyłając do swoich pamiętników, zatytułowanych “Z purpurowych dni” (Wydaw. Instytut Antropozofii w Budapeszcie), w których złożyła rezultaty swych doświadczeń kolonialnych w dziedzinie tresury ludzi (ten wyraz z naciskiem i ironicznym błyskiem oczu). I rzecz dziwna, ta opieszale i bezceremonialnie mówiąca dama zdawała się być pewna aprobaty tych, o których z takim cynizmem mówiła, i wśród osobliwego zawrotu i migotania czuło się, że kierunki oznaczeń moralnych przesunęły się dziwnie i że jesteśmy tu w innym klimacie, w którym kompas uczuć działa na opak.
To było ostatni słowo Księgi, które zostawiało smak dziwnego oszołomienia, mieszaninę głodu i podniecenia w duszy.
“Księga”
Bruno Schulz
***
Czuję twój ból, ale nie mogę wziąć twego życia w swoje ręce.
Wszystko będzie dobrze. Jesteś silna. Wiem, że wszystko będzie dobrze ponieważ cię lubię, a nie da się lubić kogoś, kto nie lubi samego siebie. Boję się o tych, których nie lubię, bo oni nienawidzą siebie tak bardzo, że nie pozwalają nikomu innemu aby ich lubił. A ciebie lubię. Będzie mi cię brakować. I wiem, że wszystko będzie dobrze.
“4:48 Psychoza”
Sarah Kane
***
Według mnie kobieta z natury swej musi być zasadniczo psychiczną sadystką i fizyczną masochistką, podczas gdy mężczyzna musi być ogólnie psychicznym masochistą, fizycznym zaś sadystą, Schulz doprowadził wyraz obu tych psychicznych kombinacji do ostatnich granic natężenia i potwornego niemal patosu.
“Księga listów”
Ignacy Witkiewicz
***
Tak więc pokój był poddaszem, łóżko było wąskie, a gdy Klarysa leżała na nim, czytając (bo sypiała źle), nie mogła uciec od dziewiczości, zachowanej mimo połogu, otulającej ją jak całun. Choć była kiedyś taka śliczna, przychodziły jednak chwile - na przykład wtedy na rzece, w lasach Clieveden - kiedy przez tę oziębłość, tę wrodzoną dziewiczość Klarysa zrobiła mu zawód. A potem w Konstantynopolu i jeszcze dużo, dużo razy. Wiedziała, czego jej było brak. Miała pod dostatkiem urody, inteligencji. Było jej brak czegoś w środku, co promieniuje; czegoś ciepłego, co przebija przez zewnętrzną powłokę i rozprasza zimno panujące między mężczynzną i kobietą albo między kobietami. Bo to drugie mogła niejasno zrozumieć. Irytowało ją to, miała skrupuły (Bóg jeden wie, skąd się brały); a może podsunęła je, tak to przynajmniej odczuwała, natura, która jest niezmiennie mądra. Tak czy inaczej, nie mogła się czasem oprzeć czarowi kobiety, nie dziewczyny, tylko kobiety, której się zwierzała (często to robiły) z jakiejś przygody, jakiegos szaleństwa. I czy to ze współczucia, czy dlatego, że były piękne albo że ona była starsza, czy może z jakiejś zewnętrznej przyczyny - jak smuga zapachu czy dźwięk skrzypiec w sąsiedztwie, tak wielka jest moc dźwięków w pewnych okolicznościach - odczuwała wtedy to, co odczuwają mężczyźni. Tylko przez mgnienie oka; ale to wystarczało. Było to nagłym objawieniem, było jak rumieniec, który staramy się opanować, a potem, gdy oblewa nam twarz, poddajemy mu się, uciekamy na najdalesze krańce i tam drżymy, wiedząc, że świat zbliża się do nas nabrzmiały zdumiewającym znaczeniem, nabrzmiały zachwyceniem, które rozdziera jego cienką skorupę i bucha, wylewa niezwykły balsam na rany i pęknięcia. Wtedy, w takich chwilach, widziała błysk świateł; zapałkę płonącą w krokusie, ukryte znaczenie niemal jasno wyłożone.
“Pani Dolloway”
Virginia Woolf
***
On jeden się liczy. Następne - coraz dłuższe, coraz mniej skuteczne - niosą w sobie już tylko mdławą ociężałość, przesyt, który wszystko psuje. Może jeszcze ostatni, gdy się okazuje, że całkiem cię opuściła twa pozorna siła.
Ale ten pierwszy łyk! Łyk? Do przełyku jeszcze długa droga. Najpierw na wargach musujące złoto, chłodna swieżość podsycona pianką, a potem to szczęście z akcentem goryczy, które z wolna rozlewa się po podniebieniu. Jakże długi wydaje się ten pierwszy łyk! Przełykasz go natychmiast, z instynktownym, zdawałoby się, pożądaniem. Ale tak naprawdę wszystko było przewidziane: ilość - nie za dużo ani nie za mało, dokładnie tyle, ile trzeba na początek; natychmiastowa błogość podkreślona westchnieniem, mlaśnięciem języka albo też równie wymownym milczeniem. I złudne uczucie, że rozkosz ta będzie trwała w nieskończoność… Ale ty już wiesz - za tobą wszystko, co najlepsze. Odstawiasz szklankę na tekturowy kwadracik, potem troszeczkę ją odsuwasz. Smakujesz kolor - zmrożone słońce, sztuczny miód. Czekasz pokornie i cierpliwie - chciałbyś, by ten rytuał pozowlił ci ujarzmić cud, który w tej samej chwili pojawił się i zniknął. Z satysfakcją studiujesz nazwę na ścianie butelki. Ale cóż, możecie wzajemnie - nektar i pojemnik - wzajenie badać się do głębi. To się już nie powtórzy. Chciałbyś zachować tamten sekret przemiany w złoto, umieć zamknąć ją w formułach. Nic z tego jednak - smutny, zawiedziony alchemik przy białym stoliku, całym w plamach słońca, potrafi ocalić jedynie pozory i coraz więcej pije piwa, i coraz mniej odczuwa szczęścia. To gorzka przyjemność - pijesz po to aby zapomnieć tamten pierwszy łyk.
“Pierwszy ły piwa i inne drobne przyjemności”
Philippe Delerm
(książka, która była inspiracją dla filmu “Amelia” :))
***
Rok za rokiem mijał, a ona pamiętała każdą ranę, którą jej zadał, choć zawsze świadoma była, że nie zranił jej tak, jak dojrzały mężczyzna, ale jak dziecko, które podczas zabawy bije towarzysza. Pilnowała i hodowała troskliwie wspomnienia o jego najmniejszej przewinie względem niej, tak jak się pielęgnuje ropiejącą ranę. A każde upokorzenie, jakie Erlend sam na siebie ściągnął folgując wszelakiej zachciance, godziło w nią jak uderzenie biczem w gołe ciało i pozostawiało długo otwarte rany. Nie żeby z pełną wolą i rozmysłem żywiła urazę do męża, wszak poza tym nie była małoduszna, ale stawała się taką, kiedy chodziło o niego. Wówczas nie zapominała o niczym, i każde najmniejsze draśnięce zostawało w jej duszy żywe, piekło i krwawiło, i bolało bez końca.
Wobec niego nie stała się nigdy silniejsza ni mędrsza. Mimo wielkiego trudu, jaki sobie zadawała, aby w pożyciu z nim okazać się równie dzielną, pobożną i silną, w rzeczywistości nie była taka. Zawsze, zawsze krzyczała w niej dzika tęsknota, by być znowu jego Krystyną z lasów na Gerdarud.
Wówczas uczyniłaby raczej wszystko, co złe i grzeszne, by tylko jego nie stracić. By przywiązać Erlenda do siebie, dała mu wszystko, co posiadała, swoją miłość i swoje ciało, swoją cześć i swoje zbawienie. (…)
Ona sama go wybrała. Wybrała go w miłosnym uniesieniu i wywalczyła go sobie każdego dnia na nowo przez te wszystkie twarde lata na Jorund. Jego beztroska miłość pokonała miłość ojca, nie znoszącą, by choćby najlżejszy powiew dotknął córki. Pogardziła losem, jaki ojciec dla niej gotował chcąc ją oddać człowiekowi, który by wiódł ją przez najpewniejsze drogi i schylałby się jeszcze, aby usunąć kamyk mogący urazić jej stopę. Sama wybrała tego męża, o którym wiedziała, że kroczy po manowcach. Mnisi i księża wskazywali jej drogę do pokoju przez skruchę i pokutę. Ale ona wybrała raczej niepokój, by tylko nie postradać swego upojonego grzechu.
Dlatego też jedno jej tylko pozostawało: nie dać się złamać i nie skarżyć się, cokolwiek by na nią spadło u boku tego męża.
Sigrid Undset
“Krystyna córka Lavransa”
***
- Wierzę w rzeczy prawdziwe i w rzeczy nieprawdziwe. Wierzę też w rzeczy, których prawdziwości nikt nie potrafi określić. Wierzę w Świętego Mikołaja, zajączka wielkanocnego, Marylin Monroe, Beatlesów, Elvisa i pana Eda. Posłuchaj, wierzę, że ludzie mogą osiągnąć doskonałość, że wiedza jest nieskończona, światem kieruje tajny kartel bankierów i że regularnie odwiedzają nas obcy przybysze: mili, wyglądający jak pomarszczone lemury, i źli, raniący bydło, pragnący naszej wody i naszych kobiet. Wierzę, że w przyszłości może być tylko gorzej i… że może być lepiej. I wierzę, że pewnego dnia powróci do nas biała kobieta-bawół i skopie wszystkim tyłki. Wierzę, że mężczyźni to wyrośnięci chłopcy nie potrafiący się porozumieć, i że upadek seksu w Ameryce wiąże się z bankructwami kin dla zmotoryzowanych. Wierzę, że wszyscy politycy to bezwzględni kłamcy, ale i tak lepsze to niż alternatywa. Wierzę, że pewnego dnia Kalifornia zatonie w morzu, a Florydą zawładnie szaleństwo, aligatory i odpadki toksyczne. Wierzę, że mydło antybakteryjne niszczy naszą odporność na brud i choroby i pewnego dnia wszystkich na zaatakuje zwykłe przeziębienie jak Marsjan w “Wojnie światów”. Wierzę, że największymi poetami zeszłego wieku byli Edith Sitwell i Don Marquis. Wierzę, że jaspis to wysuszona smocza sperma i że tysiące lat temu w poprzednim życiu byłam jednoręką syberyjską szamanką. Wierzę, że ludzkość zmierza do gwiazd. Wierzę, że cukierki naprawdę smakują lepiej w dzieciństwie. Wierzę, że prawa aerodynamiki nie pozwalają trzmielowi latać, że światło to jednocześnie fala i cząsteczka, że gdzieś w pudełku siedzi kot jednocześnie żywy i martwy(choć jeśli nie otworzą pudełka i nie nakarmią go, w końcu będzie martwy na dwa różne sposoby) i że we wszechświecie można znaleźć gwiazdy starsze o miliardy lat od samego wszechświata. Wierzę w mojego osobistego boga, który o mnie dba, martwi się i pilnuje wszystkiego, co robię. Wierzę w boginię uniwersalną, która stworzyła wszechświat, a potem odeszła zabawiać się ze swoimi dziewczynami i nie wie nawet, że żyję. Wierzę w pusty, pozbawiony Boga wszechświat, którym kieruje chaos,szum i ślepe szczęście. Wierzę, że każdy, kto twierdzi, iż przeceniamy znaczenie seksu, po prostu nigdy porządnie się nie kochał, a ci, którzy twierdzą, że wiedzą, co się dzieje, kłamią, choćby w drobnych sprawach. Wierzę w absolutną szczerość i drobne kłamstewka. Wierzę w prawo kobiety do wyboru, prawo dziecka do życia i w to, że choć ludzkie życie jest rzeczą świętą, nie ma nic złego w karze śmierci, o ile można zaufać bez reszty wymiarowi sprawiedliwości. Wierzę też, że jedynie kretyn mógłby zaufać wymiarowi sprawiedliwości. Wierzę, że życie to gra, okrutny żart, to co dzieje się, gdy żyjemy, toteż równie dobrze możemy sie nim cieszyć.
Umilkła i odetchnęła głęboko.
Cień miał ochotę nagrodzić ją oklaskami.
Neil Gaiman
“Amerykańscy bogowie”
***
- No cóż, w końcu jesteście dorośli - odpowiedziała tonem sugerującym wyraźnie, że wcale nie są, a jeśli nawet, to nie powinni być.
Neil Gaiman
“Amerykańscy bogowie”
***
Trzeba ich jakoś sprowokować. Sprowokować i skłócić, ale tak, żeby to się stało jakby naturalnie, bez mojego udziału. Żeby ludzie musieli stanąć niejako po jednej stronie, a nieludzie po drugiej.
(…)
Rywalizacja na emocje, jeśli nie na intelekt? Na tak zwany humanizm? Człowieczeństwo? Doskonale, ale jak to zrobić? Na czym polega to człowieczeństwo, którego oni nie mają? Może naprawdę jest tylko ożenkiem alogiczności z ta poczciwością, tym “zacnym sercem”, i tym prywitymizmem odruchu moralnego, który nie obejmuje dalekich ogniw łańcucha przyczynowego? Skoro maszyny cyfrowe nie są ani zacne, ani nielogiczne… Więc, w takim rozumieniu, człowieczeństwo jest to suma naszych defektów, mankamentów, naszej niedoskonałości, jest tym, czym chcemy być, a nie potrafimy, nie możemy, nie umiemy, to jest po prostu dziura między ideałami a realizacją - czy nie tak? A zatem należy iść we współzawodnictwie - na słabość?! To znaczy: znaleźć sytuację, w której słabość i ułomność ludzka jest lepsza od siły i doskonałości nieludzkiej…
Stanisław Lem
“Opowieści o pilocie Pirxie”
***
Siedział na łóżku ściskając jedną rękę w drugiej, jakby się modlił. Odczuwał bezmierne zdziwienie, że to niemożliwe: tak wszystko wiedzieć i tak nic nie móc! Objął wzrokiem książki na półce. Dopomogły mu - własną przegraną. Przegrali wszyscy, ponieważ spierali się o kanały, czyli to co rzekomo było na odległej plamce, w szkłach teleskopów, a nie o to, co było w nich samych. Spierali się o Marsa, którego nie widzieli; widzieli dno własnych umysłów, z niego wylęgały się obrazy heroiczne i fatalne. W przestrzeń dwustu milionów kilometrów rzutowali własne rojenia - zamiast nad sobą się zastanowić. Także i tutaj każdy, kto pakował się w gąszcz teorii komputerów i w niej szukał przyczyn katastrofy, oddalał się od sedna rzeczy. Komputery były bezwinne i neutralne, tak samo jak Mars, do którego on tez żywił jakieś bezsensowne pretensje, jak gdyby świat był odpowiedzialny za majaki, które usiłuje mu narzucić człowiek.
Stanisław Lem
“Opowieści o pilocie Pirxie”
***
styczeń 7, 2008 at 11:08 pm
Świetny cytat ze świetnej książki :) Pozdrawiam Julka :)
styczeń 30, 2008 at 8:38 pm
Kundera, super. Macza palce w temacie okołoBrunowym. ;)