To nie bajka

Posted czerwiec 6, 2008 by
Categories: Uncategorized

Tags: , , , ,

Naoglądałam się na youtubie umoralniającego Kapitana Planety. Pamiętajcie dzieci: gaście światło i głosujcie na demokratów. The power is yours! (każdy głos się liczy) Najfajniejsza w tej kreskówce jest rzecz jasna Gaja o głosie Whoopi Goldberg. Zniszczyć dubbingiem coś takiego…
Moja ulubiona lubelska gazeta - Opornik - w kwietniowym numerze dała kilka pouczających wskazówek co do dbania o ekologię. Np. “Podłączona do prądu ładowarka, nawet jeśli komórka jest naładowana lub po prostu odłączona nadal pobiera energię. Wygaszacze ekranu w naszych komputerach wcale nie zmniejszają zużycia energii.” Link do reszty tekstu. Generalnie stosuję się do tych zasad, poza unikaniem zmywania pod bieżącą wodą (o zgrozo!).
Gooooo Planet!

Kapitan Planeta to kreskówka. Dużo ludzi mówi na kreskówki “bajki”. Na bajki mówią baśnie albo odwrotnie. To jedna z tych nielicznych niepolicznych niezlicznych rzeczy, które mnie irytują. No bo kto mógłby nazwać thriller z horrorem a telenowelę serialem? Z całym szacunkiem do jednych i drugich. Mieszanie gatunków jest niefajne.
W ogóle Andersen wg mnie nie pisał baśni. To pseudobaśnie, mroczne, metaforyczne opowieści dla dorosłych, stworzone przez wrażliwego dziwaka. Baśnie są dla dzieci i chociaż często okrutne, zawsze niosą pozytywny przekaz. Andersen stworzył piękne opowieści. Niepokojąco piękne, ale nie pozytywne.
To nie to co opowieść o Szeherezadzie.

Wokół padają imperia i rodzą się bogowie. Słucham Cave’a, Depeszów, tego co zawsze. Staram się wczuć w sytuacje innych, jak zawsze. Dziś wieczorem chciało mi się płakać z niemożliwości porozumienia się. Sztuka opowiadania, wnioskowania dalej wydaje mi się ważna, chociaż może być niewystarczająca. Czasem lepsze jest zwykła wola zrozumienia się nawzajem.

Wciąż marzę o nieprawadopodobnych scenariuszach na umilenie sobie bycia. Wierzę w baśnie, nie w bajki. Nie w telenowele.

Co u siebie?

Posted czerwiec 2, 2008 by
Categories: Uncategorized

Tags: , , , ,

Bardzo chciałam się obudzić, obudziłam się. Słońce świeciło bardzo mocno, a był środek nocy. Piąta coś. Potem nie mogłam zasnąć.
Ostatnio śnią mi się nieprzyjemne rzeczy. Morderstwa i porody.

Ale poza tym dobrze. Po co komu leki, phi.

Sporo osób chce wiedzieć co robię, a to naprawdę nieciekawe. Może opiszę tutaj przykładowo, biorąc pod uwagę ostatni tydzień.
Niech no pomyślę.
Przeczytałam Obnażonych - prawdziwą historię Depeche Mode pana Millera* (szczególnie ciekawy był wgląd w scenę muzyczną początku lat osiemdziesiątych i sposoby pisania recenzji muzycznych przez angielskie brukowce), Partnerskie reguły gry Ottona Brinka (takie tam przypomnienie sobie podstaw teorii psychologicznej Hellingera), Opowieści z Narnii Lewisa (coś luźnego do jedzenia), wreszcie zaczęłam Regiony wielkich herezji Ficowskiego (żeby poczuć się bliżej) i Amerykańskich bogów Gaimana (bo dobrze jest sobie robić prezenty, a dzień dziecka to wygodny pretekst, żeby kupić sobie tego typu książkę).
Obejrzałam Plac Zbawiciela pani i pana Krauze (żeby rozumieć o czym mówili moi znajomi zainteresowani rozwiązywaniem problemów rodzinnych), Crash (żeby dowiedzieć się za co ten oskar), pierwszą i drugą część Terminatora (żeby wczuć się w serial), serial o Sarze Connor (bo lubię s-f, lubię tę postać i lubię profesjonalne efekty specjalne), jakiegoś Szymona Majewskiego (hejka!), pierwszą część Ojca chrzestnego (po weselnym spotkaniu rodzinnym nie mogłam się oprzeć), no i Kill Billa (bo akurat był w tv). Ponadto nakręciłam się na oglądanie Until the end of the world (właśnie słucham doskonałego soundtracku) i Łowcy androidów.
Byłam na koncercie Sinead O’Connor.
Przejechałam ok 700 km.
Byłam w urzędzie skarbowym testować profesjonalność obsługi klienta.
Przejrzałam trochę ofert pracy, nie wysłałam ani jednego CV.
Dowiedziałam się, że piwo może spleśnieć.
Stęskniłam się za bliskością.

ps. Proszę mnie nie linczować ludzie mający sesję.

A w tym momencie dostałam kartkę pocztową z Kazimierza, od jakiegoś Przemka*.

* btw oficjalne dzięki Przemek!

Plotki

Posted maj 23, 2008 by
Categories: Uncategorized

Tags: , , , ,

Edit: nikt nie czyta, zatem zawieszam pisanie na bloga. Pisanie do szuflady i picie wody z ogórków też jest fajne. Do miłego.

***

Jest rok 1984. Trzech panów z Basildon i jeden z Londynu tworzy “bluźnierczy” kawałek, którego nie chcą puszczać w radiu ludzie wprowadzający w życie pojęcie bojaźni bożej. Nikt nie chce deprawować młodzieży. No a poza tym, ktoś tam na górze wie co robi. Luuuz, nie?

Depeche Mode - Blasphemous Rumours

Girl of sixteen, whole life ahead of her
Slashed her wrists, bored with life
Didn’t succeed, thank the lord
For small mercies

Fighting back the tears, mother reads the note again
Sixteen candles burn in her mind
She takes the blame, its always the same
She goes down on her knees and prays

I dont want to start any blasphemous rumours
But I think that gods got a sick sense of humor
And when I die I expect to find him laughing

Girl of eighteen, fell in love with everything
Found new life in jesus christ
Hit by a car, ended up
On a life support machine

Summers day, as she passed away
Birds were singing in the summer sky
Then came the rain, and once again
A tear fell from her mothers eye

I dont want to start any blasphemous rumours
But I think that gods got a sick sense of humor
And when I die I expect to find him laughing

New dress

Posted maj 23, 2008 by
Categories: Uncategorized

Tags: , , , ,

Wczoraj był truskawkowy dzień. Pewien ojciec poszedł na Murek w celu kupienia córce kwiatów z tej okazji, ale wszyscy sprzedawcy gdzieś wyparowali. Ostał się tylko jeden, wciśnięty niepewnie między kiosk a parasol, w obawie przed linczem ze strony uczestników procesji Bożego Ciała. Wszak dzień święty należy święcić, a nie handlować. Głosy z tłumu. Ale spójrz na jego uda! Czyś widziała kiedy tak silne uda? Możesz mieć dzięki nim dzieci, dużo katolickich dzieci.

Btw, truskawkowy dzień polega na tym, że pierwszy raz w roku je się truskawki. Na miejscu jest też kontemplowanie uroku imion Julia i Helena, połączone z orzekaniem o większej fajności tego pierwszego. To taki wyjatkowy dzień, w którym słowa “masz ładne imię” nie budzą we mnie przebłysków cynizmu. Tego dnia szczerze dziękuję za wszystkie “masz ładne imię”. Ale ładne imię! Naprawdę? Dziękuję.

Nikt nic nie wie. Bezideologiczni Depesze śpiewali kiedyś: You can’t change the world/But you can change the facts/And when you change the facts/You change points of view/If you change points of view/You may change a vote/And when you change a vote/You may change the world. Twórcy, których lubię, tak czy inaczej muszą wypowiadać mój światopogląd. Albo przynajmniej sprawnie rymować. To mnie wzrusza.

Usłyszałam dzisiaj wierszyk. Pan w Magmie postanowił olsnić damskie grono swoją twórczością. Podszedł do naszego stolika, zachwiał w posadach, zaciągnął powietrzem i z emfazą wyrecytował:

dzyndzylendzy - nie mam pieniędzy!

Wzruszyłam się.

Być bliżej siebie

Posted maj 20, 2008 by
Categories: magia, powaga

Tags: , , , , , ,

 

Prawdziwym wyzwaniem wojownika jest nie bać się tego kim się jest

 

Trudno opowiedzieć o wyprawie takiej jak ta. Mogłabym opisać po trochu jak się przygotowałam, jak dotarłam, gdzie byłam, co robiłam. Tylko wydaje mi się to bardzo niedoskonałym sposobem. Poza brakiem sposobów ogranicza mnie też solidarność z ludźmi, którzy tak jak ja przełamywali się w walce o siebie. Wiele rzeczy powinno pozostać między wtajemniczonymi. Będę więc uważna w słowach.

Jeśli się coś wypowie na głos, przesłanie nabiera mocy.

Myślę o tym nieustannie, chociaż od weekendu dzieli mnie coraz więcej wydarzeń i spotkań. Myślę o doświadczeniu rozdzierającego krzyku, w którym zawiera się cała determinacja do walki o życie. Krzyk, śmiech, łzy.
I cisza.
Cisza napięta na cięciwę naszych emocji. Ktokolwiek da coś więcej z siebie, reszta to odczuje. I przyjmie.
Nie ma złych ludzi.
Uczę się dużo życzliwości, otwartości. Myślałam, że już to znam i umiem - ale tamta wiedza nie była solidnie podbudowana doświadczeniem.
Uczę się więcej mówić. Zdejmować maskę. Oddałam grymas uśmiechu dziadkowi ogniowi.
Uczę się biec przez ciemność, mimo strachu i wysiłku. To trudniejsze niż się wydaje.
Uczę się ufać sobie. To chyba najtrudniejsze.

Ludzie towarzyszący mi w tych wyzwaniach są niezmiernie odważni, oni naprawdę chcą. Są silni, ale ich siła została kiedyś skierowana na nienaturalne tory. Pomagała przetrwać, teraz ogranicza. Dziecko weźmie na siebie każdy ciężar, żeby ratować rodzinę. Dziecko zrobi sobie najgorszą rzecz z miłości. Dziecko znienawidzi siebie, aby jakoś uzasadnić złe traktowanie. Dziecko wyrośnie na odnoszącego sukcesy, zwykłego, dorosłego, nieszczęśliwego człowieka.
Palimy te staniki umysłu. Z dobrymi intencjami. Mam nadzieję… Chcę… Moją intencją jest… Ja bym chciała…

Niech tak się stanie - mówię.
Niech tak się stanie - myślę.

Potem ja jako najmłodsza rozpalam ognisko i tańczymy sobie. Parę osób gra na bębnach, ktoś wyje do księżyca. Wilki. Węże. Motyl. Jeżozwierz.

Ziemia moim ciałem
Woda moją krwią.
Powietrze oo-ddechem,
oooo-gień siłą mą!

 

Jest mi ciągle gorąco. Przy robieniu wegetariańskiego obiadu, przy ćwiczeniach, przy medytacji. Ale mimo to owijam się kocem i chustą obserwując zmagania z demonami. Jeden, wyjątkowo paskudny, zostaje brutalnie wyrzucony za drzwi z okrzykiem spierdalaj! wynoś się z mojego domu! Inne uwiesiły się komuś na ramionach i szepcą mu toksyczne teksty, unieruchamiają. Unieruchamiają do czasu, kiedy się o nich myśli - gdy oczy dostrzegają cel, momentalnie udaje się ruszyć z miejsca.
Oczywiśnie większość potworów udaje dobre zamiary.

Obracam w dłoniach kość niedźwiedzia jaskiniowego, moja kolej coś powiedzieć. Chcesz? Chcę, po to tu przyjechałam. Po pomoc. Żeby udzielić sobie pomocy. Prawie wszystko trzeba zrobić samemu, miejsce i czas takie a nie inne, ludzie tacy a nie inni - bo to inspiruje. Reszta jest w moich rękach.

Podobno jestem odważna. Podobno to naturalne. Podobno to mi wyjdzie na dobre. Podobno to dopiero początek. Jestem najmłodsza - chyba mi zazdroszczą, że tak wcześnie się za siebie wzięłam. W ogóle mam dużo życiowych doświadczeń, stąd ta powaga zniekształcona karykaturą uśmiechu.

Wolałabym mieć mniej.

Lubię was bardziej. Siebie zresztą też.

Dzięki - mówię.
Dzięki - myślę.

Sija

Posted maj 16, 2008 by
Categories: Uncategorized

Tags: ,

Wyjeżdżam na parę dni walczyć z siedmiogłowymi smokami. Trzymajcie kciuki i trzymajcie się. W międzyczasie będę pisać na kolanie, może coś z tego będzie. ;)

Ten post i tak ulegnie samozniszczeniu, ale pozwolę sobie dorzucić do niego klip mojego ulubionego zespołu, na który dzisiaj wpadłam. Zauroczył mnie, a musimy się rozstać, bo jadę do beznetowej krainy. Straszne!

Depeche Mode - Happiest Girl

Happiest girl I ever knew
Happiest girl I ever knew

Wanted to feel the joy
Flow between our lips
Wanted to feel the joy
Flow between our hips

Happiest girl I ever knew
Why do you smile the smile you do

Happiest girl I ever knew
Happiest girl I ever knew

Wanted to feel the joy
Pass between our eyes
Wanted to feel the joy
Pass between our thighs

And I would have to pinch her
Just to see that she was real
Just to watch the smile fade away
See the pain she’d feel

Happiest girl I ever knew
Happiest girl I ever knew

Wanted to feel her joy
Feel it deep within
Wanted to feel her joy
Penetrate my skin

Happiest girl I ever knew
Why do you smile the smile you do

Bumelanctwo

Posted maj 13, 2008 by
Categories: postimprezizm

Tags: , , , , , ,

Co za zwyczaj! Chodzić na poranne przedstawienia teatralne i objadać się słodyczami, ciastami, ociekającymi słodkością owocami. Takie na przykład wydrążone jabłko, kipiące rozgrzanym, płynnym cukrem. Upieczone rzecz jasna. Mniam.
Co oczywiśnie tutaj nie jest możliwe. Nie ma porannych przedstawień teatralnych.
Nie ma objadania się w teatrach.

Chrzanić takie miasteczko - rzekła wkurzona deczko. Tak śpiewa Czesław Śpiewa. W delikatnym nastroju najlepiej mi się słucha panów melancholików, którzy są nimi, bo “smutne jest ciekawsze niż bezmyślnie wesołe” (zbudziłam się nie było źle i jajecznicaaaaa). Nie moje słowa, tylko poety z Lublina.
Bo to by było niedelikatne.

Tym razem wiedziałam, kto zabił. To nie było takie trudne, aktor wszystko zaaranżował. Może jednak jestem inteligentna? Kilkugodzinne badanie tegoż ważnego wskaźnika nie zawierało niestety tego rodzaju zagadek. Najlepiej mi szło liczenie klocków i pytania z przystosowania do życia z ludźmi. (Ha! I gdzie są problemy adaptacyjne pani lekarz?) Przy zadaniach “głupszych”, ze względu na ból głowy i światłoczułość oczywiśnie, wyrwało mi się parę słów z nadwagą, na tyle ciężkich, że pani testerka była zmuszona pominąć je w notatkach dotyczących mojego zachowania przy badaniu.
Jesteś git i wcale nie musisz się zmieniać.

Głowa boli. Oczywiście, że masz rację. Życie pełne jest udręki. Przyjemnie tego słuchać. Przez noc zaszła jakaś dehydratacja, pierwszy łyk soku pomarańczowego jest w takich warunkach jak pierwszy oddech po podtopieniu. Podtopiłam się w nocy. Tłem był akuratny koncert i Nosferatu, aktorami przypadkowi, miasteczkoakademiccy studenci i pani w monoplowym, bezprzykładnie łajająca swoją klientelę słowami

Dlaczego wy nigdy nie mówicie pełnymi zdaniami???

Brawo dla tej pani, może nauczy czegoś bumelantów.

Czary mary, czary mary, idź odzyskać swoje dary

Posted maj 11, 2008 by
Categories: magia, powaga

Tags: , , , , , ,

Słońce jak w mordę strzelił, wiosna. Leżałam na trawie w parku o banalnej nazwie, rozkoszując się nicnierobieniem i przyjacielską bliskością. Wokół biegały dzieci w różowych ubrankach, a nagrzane pary przejawiały obsceniczną perwersyjność. (Też musieli widzieć te hordy małoletnich, ale pewnie woleli przymykać oczy na akcję – reakcję. Zresztą im słońce mocniej świeci, tym trudniej patrzeć w dal.)

Grzecznie sobie leżałam, myślałam o psychodramie, w której brałam udział dzień wcześniej. Myślałam o umiejętności relaksowania się i o spokoju, którego można się nauczyć. Na przykład wszyscy buddyści, z jakimi miałam do czynienia, aż tchnęli wewnętrznym spokojem. Tego mi standardowe wychowanie do powinności i odpowiedzialności nie dało.

Ale. W naszej kulturze też kryją się ogromne pokłady mądrości. Na przykład w baśniach, które przekazują podświadomie wiele dobrego - w odróżnieniu od bajek odpychających umoralniającym, jasno wyłożonym morałem. Książę lub księżniczka. Bo takie osoby mogą zrobić ze swoim życiem wiele rzeczy, mają wybór, swobodę. A gdy coś się dzieje – np. rodzice umierają – czas dorosnąć.
„Odwaga i moc budzi się, kiedy opuszczamy bezpieczne schronienie i wyruszamy w Nieznane”

Podróż inicjacyjna, no tak.

„Prawdziwa próba czeka nas w konfrontacji z demonami strachu, niewiary w siebie i nienawiści. To siedmiogłowe smoki strzegące bramy skarbca. Kiedy staniemy przed nimi twarzą w twarz, posiądziemy ich moc i otworzymy podwoje świętej tajemnicy. Dotrzemy do wiecznie odnawialnych źródeł‚ miłości, mądrości i mocy w nas samych. Naszym oczom ukaże się nasza medicine - unikalna moc uzdrawiania i tworzenia siebie i swojego świata.”

Myślałam o sztuce dorastania do tego wszystkiego. Człowiek dojrzały nie musi być odpowiedzialny, opanowany, zblazowany. Człowiek kompletny ma po prostu moc, którą przejął zabijając swoje demony. Trzeba do tego odwagi i konfrontacji z życiem.
Słońce grzało, zdjęłam buty.

W parku był też kwiat młodzieży, koło mnie przystanęły dwie panny w wieku, w którym zaczyna się samodzielnie myśleć. Kto ma uszy niechaj słucha, pomyślałam, bo interesują mnie ludzie i swoboda wypowiedzi. Park jest dla wszystkich.

Ale zmienił się, od przedwczoraj się zmienił. Dzisiaj ze cztery esemesy od niego dotałam. Ja widze jak ja siedzę z nim i ktoś wchodzi ja mam normalnie ochotę mu zakurwić, on… Wystarczy że wszedł wczoraj Łukasz z Kubą, może z pół godziny spaliśmy, dzwonek kurwa, ja mówię kurwa pojebało cię?! Ja śpię a ty mnie budzisz?! On jest fałszywy, w jeden dzień na legalu odprowadził Kamilę na przystanek i powiedział, że Kamila jest jakaś rozjebana, rzuca się czy coś, ona mi to powiedziała w dwa dni czy coś “on ma na ciebie wyjebane”, a on słodko kurwa sra, pierdoli o Kamili! Tak stał z telefonem, że nie patrzył co jest, a ja stałam i musiałam to widzieć, dostałby ode mnie chuj i to dostałby nie delikatnie tylko kurwa naprawdę, normalnie siedziałam na takiej kurwicy że no kurwa!

A wokół kwitły bzy. Na legalu. :)

Czynność bez

Posted maj 8, 2008 by
Categories: Uncategorized

Tags: , , ,

Zarobiłam kasę od prostytutek, opowiadając im wzruszające historie. Siedziałam z moim nowym szefem i śmiałam się. Spytał z czego się śmieję, na co ja szczerze - z tych ludzi, którzy przez cały tydzień poświęcają swoją energię, żeby ci sie podlizać, a potem w weekend imprezują potąd (ruchem ręki pokazałam poziom ponad głową), żeby jakoś odreagować. I mimo to uważają się za panów tego świata.

Ludzie bogaci są zwkle bardzo oszczędni. Nigdy nie będę bogata, nigdy nie będę.

Byłam w gabinecie wicewojewody. Wygodny fotel, telefon bezpośrednio do rządu. Już miałam dzwonić z oświadczeniem, że województwo lubelskie odłącza się od RP i przechodzi na czas zimowy, coby nie trzeba było tak wcześnie wstawać, ale ostatecznie zaniechałam.

Ja i tak nie wstaję wcześnie.

Zajmuję się wyciąganiem kota z bielizny, parzeniem kaw z cynamonami, łapaniem snów w sieci słów i czytaniem o morderstwach. Popołudniami w pocie czoła przymierzam godzinami sukienki w markowych sklepach, szukam też zmian zachodzących w moim mieście i czyszczę kanały. Zęby bolą, oj bolą ostatnio. Tego typu prace wymagają wysypiania się. Czasem się źle z tym czuję, może faktycznie dobrze by było łyknąć nieco mydlin. I wyjechać. Sialala.

Jezioro

Posted maj 7, 2008 by
Categories: magia, powaga

Tags: , , , , ,

Mór na zające. Nic innego, przecież kiedyś było ich pełno. Nie było dnia, żebyśmy nie widzieli zająca. Był zwyczaj wywieszania ich za uszy za okno w zimie, żeby skruszały. Normalnie w miastach, w blokach. Na Boże Narodzenie zawsze był zając, znajoma przesyłała go nam przez kierowcę pekaesu. Tylko trzeba było z nich śrut wyciągać, pamięta mama? Pamiętam jak tata wyciągał śrut i oprawiał zająca.
Zające za oknem, a prosiak w wannie. Tak było, ludzie hodowali prosiaki w wannach. Wiejska mentalność.

Wyjechałam na parę dni za miasto. To miejsce jest dla mnie ważne, może nawet najważniejsze. Spędzałam tu tylko  po kilkanaście dni w roku. To nie jest moje naturalne środowisko, ale babcia z dziadkiem stworzyli tu taką rodzinną enklawę. Rozsiałam tu na każdym kroku dziecięce radości i lęki, potem wzburzenia i pełne patosu przeżycia czasu dojrzewania. Plączą się tu wszędzie ścieżki moich poszukiwań. Sporo rzeczy zginęło, ale i tak nie sposób uniknąć tysięcy mocnych wspomnień. Patrzę i pamiętam, pamiętam!

Podłogi skrzypią, ptaki świergolą, komary bzyczą. Sufity zarośnięte są gęsto pajęczynami, ściany straszą nieotynkowaną nagością i drewnem pełnym szpar i dobrze zadomowionych robaków. Zasłony lepią się od kurzu. W przepokoju stoją wędki. Na górę wiodą bezczelnie strome schody - miejsce przełamywania strachu przed groźnym upadkiem. O dziwo wszystkie dzieci to przeżyły.

Dom był kiedyś ogromny i tajemniczy, teraz badam jego zawartość i rozkład pokoi z archeologiczną ciekawością. Na półkach stosy książek, w pięciu językach. Komiksy dla dzieci leżą na Tygodnikach Powszechnych, które z kolei leżą na pracach doktorskich i magisterskich pisanych pod kierunkiem dziadka. Babcia pali nimi w kominku.
Najbardziej zagraconym pomieszczeniem jest łazienka, która pełni jednocześnie rolę spiżarni i schowka na wszystko. Obok jajek i pomidorów stoją farby, zwoje kabli i trucizny na robaki i krety. Wojna z tymi ostatnimi toczy się od wielu lat - żadna ze stron nie chce zrezygnować z okupowania tego kawałka ziemi.
Totalny chaos.

Oczywiśnie to wszystko ma być tylko użyteczne. Może skrzypieć i nawarstwiać się mijającymi latami - byle fotele pozostały fotelami, a łóżka łóżkami.

Ale to tylko dom. Zaraz za nim - a właściwie w jakiś sposób poprzez niego - jest świat trawy, która wyrwana z ziemi pachnie, lecz nie boli. Jest ogród, za ogrodem las, za lasem pole, za polem łąka. Za łąką las, za lasem jezioro. Leśmianowska przestrzeń, po której chodzę, w której zalegam w bezmyśleniu i w której medytuję. O dwóch białych motylach, o szukaniu robaków na ryby. O budowaniu szałasu w wielkiej tajemnicy. O wszystkich odbytych tu ogniskach - tych pradawnych, kiedy jako dzieci skakaliśmy przez ogień (nie próbuj skakać nad ogniem! skacz przez ogień!) albo w czasie których byliśmy czarownicami i czarownikami, tak długo w wieczór aż dorośli nie zmusili nas do spania. Pamiętam też ogniska późniejsze, kiedy wpatrywałam się w ogień i przysłuchiwałam dyskusjom o tym, ile wymiarów ma wszechświat, albo na czym polega magyia, kiedy toczyły się sesje rpg prowadzone przez tego lub tamtego kuzyna. Naście lat, ależ ja się wtedy ekscytowałam byciem tam, chodzeniem nocą po lesie i rozmowami pomostowymi przy winie! Jakby nic nigdy nie miało już być równie ważne. Ot, durnie i chmurnie się to teraz jawi.

Czemu mój miś jest taki twardy, co on ma w środku? Ma trociny, kupiliśmy go dla twojego brata, ale on go nie chciał i ty go przygarnęłaś. Teraz już nie ma takich misiów, wszystkie są mięciutkie. A ja muszę zrobić lalkę, lekarz mi to zalecił. Kupić ci zestaw szpilek? Haha, bardzo śmieszne.

No a wracając do meritum. Jezioro. Moje jezioro. Okrągłe, głebokie, z każdej strony otoczone lasem i bagnami. Zamulone, i na szczęście mało popularne. Karpie, płotki, uklejki, sumy i paru utopionych wędkarzy. Ten widok dziwnie uspokaja. Jezioro w nocy, w deszczu, latem, zimą - obojętnie.

Dobrze się tu czujesz? Dobrze babciu, dobrze. Ułożyłaś sobie sprawy w Warszawie? Właściwie to średnio… Przecież możesz chodzić chociaż na wykłady. Wstydzę się innych studentów. No nie, nie masz powodu się wstydzić! Jak się ktoś będzie wtrącał, to zapytaj - dajesz jeść moim dzieciom? Skoro nie, to nie ich sprawa. Ja tak zawsze mówiłam. Każdy inaczej sobie układa, każdy ma do tego prawo. I możesz tu przyjeżdżać kiedy chcesz. Wiem i dziękuję babciu.

 

Idzie miłość po kwiatach - wadzi o twe ciało,

Zważaj, by ci przed czasem w słońcu nie zemdlało.

W mojej rosie, w moim znoju

Pod dostatkiem masz napoju

Dla wargi, przeciążonej purpurą dojrzałą.